| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        


------------------------------
O BLOGU:

Blog poświęcony Bogu. Modlitwa. Przemyślenia duchowe. Zwykła codzienność, prześwietlona promieniami Miłosierdzia Bożego. Opowieść o życiu z Bogiem, oczami zwykłej mężatki. Zapraszam!

Nie wyrażam zgody na wykorzystywanie, oraz kopiowanie zdjęć z mojego bloga.

Blog istnieje od 28.02.2012r
Licznik odwiedzin:

Goście on-line:

------------------------------

KSIĄŻKI - POLECAM DO PRZECZYTANIA:

"DZIENNICZEK"
Św. s. M. Faustyna Kowalska

"O NAŚLADOWANIU CHRYSTUSA"
Tomasz a' Kempis

"MAMO, TO MOJE ŻYCIE"
H. Cloud, J. Townsend

"WIELORYB NIE MOŻE LATAĆ"
Max Lucado


------------------------------









------------------------------
WYSZUKIWARKA

1-Rozważania o wierze

poniedziałek, 01 października 2018

Zauważyłam ostatnio, że większości osób, nakrycie głowy kojarzy się wyłącznie z muzułmankami. Niestety to pokazuje jak duża liczba osób opiera swoją wiedzę chyba wyłącznie na tym, co zobaczy w telewizji. A jak wiadomo, w telewizji od dłuższego czasu słyszymy o muzułmanach, zamachach itd itd.... . Ludzie chyba zapomnieli, albo w ogóle nie wiedzą, że nakrycie głowy to coś zupełnie normalnego, co istniało i istnieje do dziś w wielu kulturach na świecie.

To nie jest post o muzułmanach - żeby było jasne ;-) bo jeszcze ktoś pomyśli, że popieram ich najazd na Europę... . Nie, nie popieram. To jest post o kościele katolickim :-)

Uważam, że agresja skierowana do osób, które pragną wrócić do skromności i "babcinego" "przedwojennego" wyglądu (mówię tu o kościele katolickim), wynika z niewiedzy i zwykłego braku zrozumienia, że ktoś jest świadomie wierzący. Dziś promuje się jakąś dziwną formę "wiary", w której nie ma grzechu, albo jest on pomniejszany. Ludzie tłumaczą sobie, że mamy inne czasy itd. Czasy są inne, ale nasz szacunek wobec Boga powinien być niezmienny. Jeśli komuś nie pasuje skromność, nie musi chodzić do kościoła. Do kościoła idziemy ponieważ wierzymy w Boga, a skoro wierzymy - powinniśmy znać przykazania i tradycję. Tak jak buddyści chodzą do swoich świątyń i we wszystkich religiach świata tak jest, że jak wierzysz - to praktykujesz to, co jest z tą wiarą związane. A jak jest u nas? Chodzimy do kościoła jak na plażę, pełen negliż, oglądamy się na innych, obgadujemy, nie wiemy nawet co ksiądz mówił podczas czytania, w sumie nie wiemy po co tam jesteśmy... a po tym wszystkim jedziemy do sklepu, pijemy piwko ze znajomymi, albo jedziemy poopalać się na łące. Nie mówię, że wszyscy tak robią, ale niestety większość. Ludzie idą z przyzwyczajenia, albo ze strachu, bo co "jeśli jednak piekło istnieje" to lepiej "zaliczać" te niedziele... .

Nie można zmieniać wiary i jej tradycji pod ludzi. Ludzie na siłę chcą zmieniać kościół na swoje upodobanie tak, jakby to była ich własność i jakby chcieli podporządkować sobie Boga. Nie szanując przy tym Jego praw, przykazań i tradycji, o których wspominał św. Paweł. To Bóg ma się dostosować do kobiety, która chce być sexi i chodzi w legginsach, to Bóg ma to zrozumieć, że "teraz mamy takie czasy", że ona jest "wolna" i że to "jej ciało"... . Jakże to smutny obraz totalnej pychy... . To nie ja mam z pokorą zrozumieć prawa Boże i stosować je w życiu, ale to Bóg ma zrozumieć zdeprawowany świat, który stworzyliśmy na swoje nędzne potrzeby i żądze... .

Nie rozumiem jednak tej agresji. Gdyby ktoś na siłę kazał teraz kobietom w kościele nosić skromne ubrania - tak jak na siłę dzieje się to u muzułmanek - to rozumiem, że pojawiłaby się agresja i sprzeciw wobec braku wolności. Ale jeśli każdy u nas robi co chce i nie ma przymusu, to skąd ta agresja wobec kobiet, które po prostu rozumieją grzech nieczystości i chcą go unikać. Dla mnie grzechem jest to, kiedy kobieta odkrywa ciało, po prostu wierzę tak, jak w tradycji do tej pory było. Jeśli dla ciebie nie jest to grzech, to rób co chcesz, wg swojej woli, ale nie mów, że to wymysły i nie zmieniaj tradycji.

W innych kulturach, religia nie idzie w parze z prądem czasów, tylko w kościele katolickim tak jest. I to jest znak, że faktycznie Wielka Nierządnica działa obok prawdziwego Kościoła. Tak jak mówiła Matka Boża w swoich Orędziach, że przy końcu czasów będą dwa kościoły - nowoczesny - Nierządnica i ten prawdziwy, wychodzący z Tradycji.

Kilka przykładów z naszego otoczenia, że tradycja kościoła jest nadal żywa (jeśli chodzi o mantylki i chusty) i nie jest muzułmańska ;-) jak niektórzy to porównują...

Kaplica pw. Imienia Maryi i św. Stanisława Bp. M. - Białystok:

I coś od żydówek:

 

A teraz dla porównania....

Tego jest więcej... i więcej.... bo Bergoglio wpada na coraz ciekawsze pomysły, a kościoły na Zachodzie kompletnie już nie przypominają prawdziwego Kościoła - Mistycznego Ciała Chrystusa.

Dlatego warto jest walczyć o prawdziwą Wiarę, którą przekazywano w tradycji.

A skromny ubiór nie musi oznaczać, że jesteś muzułmanką ;-) Ojciec Pio nie namawiał do bycia muzułmanami ;-))) ale do skromności.

To tyle na dziś... .

piątek, 28 września 2018

 

Artykuł do poczytania TUTAJ wraz z linkami do ciekawych filmów.

niedziela, 23 września 2018

Kto ma oczy i uszy, niechaj patrzy i słucha

(jeśli film się nie wyświetla - kliknij tutaj)

poniedziałek, 17 września 2018

Nadzwyczajna forma rytu rzymskiego (Msza Trydencka)

Zdecydowałam się, że zacznę chodzić na Mszę Trydencką. Na razie poznaję ją poprzez internet (tutaj). Przygotowuję się, bo jednak różni się ona bardzo od tego, co znam od dzieciństwa. Nie chciałabym iść, nie wiedząc o co chodzi... . Przygotowałam sobie również mantylkę. Nie jest to obowiązek, ale tradycja, dlatego nie chcę i nie będę z niej rezygnować. Nie ukrywam, że wymaga to pewnej zmiany myślenia i przyzwyczajeń, ale chcę poznać i wrócić do tradycji kościoła sprzed soboru watykańskiego II.

Informacje o Mszy Trydenckiej

Tutaj jeszcze raz link do informacji na temat Mszy Trydenckiej (klik)

Mantylka (chusta / welon na głowę dla kobiet)

A tutaj moja mantylka:

wtorek, 11 września 2018

Odzież chrześcijańska dla kobiet

Było już o tym wcześniej, jednak... Tak, będę do niej w kółko namawiać :-) bo jest przyzwoita, oddająca kobiecie szacunek i godność. Godność dziecka Bożego. Sprawia, że patrząc na taką kobietę, człowiek czuje spokój, a nie niezdrowe pobudzenie.

 

Odzież kobiety świadomie wierzącej

Każda kobieta, która świadomie przeżywa swoją wiarę, powinna być jakby obrazem tego, w co wierzy. Nie chodzi tu tylko o odzież, ale i wnętrze, słownictwo, zachowanie, pracę, którą wykonuje, itd. Ogólnie całokształt. Jednak jest to temat rzeka i skupmy się na samej odzieży. :-)

Tutaj podaję link do mojej strony, na której jest to wszystko ładnie usystematyzowane. Nie chcę tutaj robić niepotrzebnego bałaganu, więc stworzyłam osobny blog.

katoliczkawspodnicy

Szanujmy mieszkanie naszej duszy, ba! Mieszkanie Trójcy św. I nie bądźmy powodem do zgorszenia dla oczu bliźniego. Nie bądźmy dla obcych mężczyzn obiektem pożądania. Nie bądźmy powodem do zazdrości i nienawiści dla innych kobiet. Zniknąć dla świata, oznacza być dla Boga. Zniknąć dla świata, jednocześnie będąc w nim, pracując i obcować z ludźmi; to jest ciężka praca i prawdziwe wyrzeczenie, ale całkowicie możliwe do spełnienia. Trzeba tylko świadomie wierzyć... . Przede wszystkim, poznać swoją wiarę, jej tradycję i świętych.

piątek, 18 maja 2018

Kiedy próbujesz wejść na drogę świętości. Na drogę prawego, dobrego życia, a inni zaczynają wytykać Ci twoje dawne błędy, cytują złe słowa, poniżają twoje całe dotychczasowe życie. Przypomnij sobie wtedy Szawła, który stał się Pawłem. Każdy święty miał swoją przeszłość, nie zawsze czystą i białą jak śnieg; a każdy grzesznik ma swoją przyszłość, którą powinien jak najlepiej wykorzystać, nie patrząc na ludzi krzyczących wokoło. Tylko Bóg zna twoje serce. Nawet, jeśli na drodze nawrócenia wiele razy się potkniesz, powiesz coś złego, lub coś co inni odbiorą inaczej lub źle i zaczną cię wytykać, poniżać, atakować. To czy oni są święci i bez grzechu? A jeśli uważają siebie za chrześcijan, to czy ich postawa jest chrześcijańska? Prawdziwie wierzący i praktykujący chrześcijanin nigdy cię nie zaatakuje w chamski sposób. Nie wyśmieje i nie poniży. Nie zrobi publicznej debaty na twój temat i temat twoich błędów, nie będzie obgadywać. A zwłaszcza jeśli widzi, że jesteś na tej samej drodze co on - idącej w kierunku Boga. Jeśli już miałby coś powiedzieć, pouczyć, to na pewno kulturalnie i na poziomie, z sercem i miłością. Najlepiej na osobności.

Tak... ja też tak czasami nie potrafię. Ileż w nas pychy i zarozumialstwa, a zdaje się nam, że już tyle wiemy i jesteśmy tacy dorośli i mądrzy. A stoimy na samym początku drogi do Nieba.

Jak to psalmista mówi: "(...) a miłości bym nie miał, byłbym niczym (...)". Życie, bez miłości okazywanej drugiemu człowiekowi, jest właśnie niczym.

Często też jest tak, że idąc dobrą drogą, za bardzo rozpraszamy się wokoło, chcąc podzielić się nią (doświadczeniami, zdobytą wiedzą, przemyśleniami itp.) z innymi. Nie jest to złe, ale często w tym rozproszeniu nie zwracamy uwagi na to, do kogo mówimy. Pan Jezus wyraźnie nas pouczył, aby nie rzucać pereł przed wieprze. U Heroda milczał – jak to wytłumaczył św. Faustynie, właśnie dlatego, żeby pouczyć nas, że z głupcami nie wchodzi się w żadną dyskusję. Z niektórymi ludźmi, po prostu nie da się normalnie przeprowadzić dialogu. Jeśli jest jakiś spór, albo prośba o wydanie opinii, a my (w rozmowie z takim „głupcem”) powiemy coś, co jest niezgodne z myślą tej osoby – wtedy wybucha ona gniewem, zamiast przemyśleć sprawę. Nigdy nic dobrego z tego nie wychodzi. Aby wyjść z takiej rozmowy cało i w miłej atmosferze, musielibyśmy sprzedać swoją duszę i zgodzić się z rozmówcą we wszystkim, co by nam powiedział.

Dzisiejszy świat jest już tak podzielony, że nawet wśród osób wierzących spotykamy rozdźwięk i kłótnie. Na przykładzie odzieży. Jedna osoba wierząca będzie rozumiała fakt, że nieskromny strój to taki, jaki dzisiaj widzimy na ulicach (legginsy, krótkie spódniczki), a inna oburzy się i powie, że to stwierdzenia ze średniowiecza i trzeba iść z duchem postępu, a Bóg i tak nas kocha takimi jakimi jesteśmy... . Tak na przykład w wielu szkołach katolickich mamy spódniczki przed lub ledwo za kolano. I teraz nasuwa się pytanie, czy mam prawo to oceniać? - oczywiście, że tak. Każdy człowiek może się mylić. Czy osoba duchowna się nie myli? Jakże pyszne byłoby to stwierdzenie. Również siostra przełożona może czasami się pomylić. „Jedni drugich napominajcie”. Trzeba rozmawiać, przedstawiać swoje opinie i obawy zwłaszcza wtedy, gdy wg nas coś straciło na swojej „świętości” i „czystości”, a wcześniej było inne, bardziej szlachetne. „Ślepo” można iść tylko za Jezusem. Jeśli chodzi o ludzi, to apostoł nas przestrzega w Liście do Galatów (Ga 1, 7-9): „7 Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. 8 Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty! 9 Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [od nas] otrzymaliście - niech będzie przeklęty!„. Chodzi tutaj o Ewangelię, ale z tego jasno wynika, że jeśli nawet sam papież zacząłby głosić herezje, mam prawo je odrzucić. Tak więc „ślepo” mogę iść tylko za Jezusem, a resztę pochodzącą od ludzi należy uważnie słuchać, przyglądać się i myśleć, oceniając wg sumienia, a nie „ducha postępu”.

To takie moje ostatnie przemyślenia...

poniedziałek, 14 maja 2018

Żywot i Bolesna Męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza. Według widzeń bł. Anny Katarzyny Emmerich z zapisków Klemensa Brentano // bł. Anna Katarzyna Emmerich

Kupiłam, czytam i jestem pod wieeeelkim wrażeniem. Jest to bardzo ciężka, w sensie szczegółów, księga. Obszerne opisy, wyjaśnienia, nieznane historie. Coś pięknego jeśli chodzi o uzupełnienie Pisma Św. Polecam :)

Tutaj opis ze strony sklepu sanctus:

Książka ta uważana jest, po Piśmie Świętym, za jedną z najlepszych w dwutysięcznej historii chrześcijaństwa! To wielka Łaska Boża na obecne czasy! Skierowana nie tylko do wierzących, aby jeszcze bardziej ożywili i pogłębili swoją wiarę i miłość do Boga, ale do wszystkich ludzi, wykształconych i prostych, odłączonych od Kościoła Katolickiego jak i niewierzących w Boskie i odkupieńcze posłannictwo Chrystusa. To unikalne, jedyne w Polsce wydanie zawiera opis wszystkich nadprzyrodzonych wizji słynnej na cały świat niemieckiej stygmatyczki, błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich.

Dzięki specjalnej Łasce Bożej widziała całe dzieło stworzenia i odkupienia, stworzenie Aniołów, Raju, Adama, Ewy i ich upadek, oraz jak Bóg przez wielkich Proroków Starego Testamentu przygotowywał ludzkość na przyjście Jezusa. Widziała też początki Kościoła i przyszłe Jego zmagania z Szatanem aż do końca czasów. Dowiadujemy się o wydarzeniach i wielkich postaciach ze Starego jak i Nowego Testamentu oraz podróżach apostolskich Jezusa o których nie ma wzmianki w Piśmie Świętym i Tradycji. Objawiona jej działalność nauczycielska i cudotwórcza Jezusa aż do Jego Wniebowstąpienia, może być wielką pomocą dla kapłanów w ich pracy duszpasterskiej.

Fenomen tej książki polega na tym, że nikomu nie udało się tak realistycznie ukazać zarówno Bóstwo jak i człowieczeństwo Chrystusa. Nikt tak realistycznie i w całej swojej głębi (poza Matką Bożą), widzianej od strony historycznej jak i duszy Jezusa, nie miał objawionej Jego wstrząsającej Męki, która zainspirowała Mela Gibsona, twórcę najlepszego w historii chrześcijaństwa filmu religijnego "PASJA", który tylko w małej cząstce oddaje to co zostało tutaj opisane! Nie mając żadnego wykształcenia i nie będąc nigdy w Palestynie wprawiła w zdumienie wielu uczonych, większą od nich samych, znajomością bohaterów biblijnych, faktów historycznych i miejscowości na przełomie tysięcy lat. Szczęśliwi ci, którzy czytają to dzieło!

Wydanie opracowane na podstawie II wydania Spółki Wydawniczej Karola Miarki w Mikołówie z roku 1927, posiada IMPRIMATUR V. I. 33/27.

poniedziałek, 06 lipca 2015

Zniechęcenie - oj tak, dobrze je znam..., zwłaszcza od czasu narodzin naszego synka, zniechęcenie dopada mnie bardzo często. Jak człowiek jest fizycznie przemęczony do granic możliwości, nie ma pomocy ze str. rodziny i w dodatku dopadła go susza duchowa, nie uczęszcza do Kościoła tak jak kiedyś, nie modli się tak jak kiedyś, nie ma czasu tak jak kiedyś... to zniechęcenie przychodzi samo. Staram się radzić z moimi ułomnościami, jednak brak modlitwy i susza jest śmiercią dla duszy. Czekam, aż "coś" się we mnie obudzi... .

Pamiętam jak dziś - te dni, w których wszystko było zachwytem. Zachwytem nad Bogiem obecnym w codzienności, w szumie drzew, blasku słońca, w zapachu wiatru o poranku. Każdy liść, kamień, słowo, spojrzenie, czy gest, miały swój sens, cel istnienia i przekaz. Nic nie istniało bez powodu i wyższego celu. Tak było kiedyś... . Susza jest po to aby nie popaść w pychę. Jednak... czy susza trwająca kilka lat nie wypali duszy? Nie wysuszy w niej tamtego spojrzenia? A może tamto spojrzenie przeminęło i teraz czas na nowe, lepsze, głębsze...? Może za bardzo chcę przywrócić coś, co minęło i nie jest już na ten czas dla duszy pożytkiem... . Ciężko tak myśleć po "Bożemu", głęboko, kiedy w sercu, duszy i umyśle taka pustynia...... . 

Znalazłam jednak artykuł o pewnej błogosławionej, która mówi o zniechęceniu, jak sobie z tym radzić. Choć samej mi ciężko, to polecam przeczytać Jej wskazówki na zniechęcenie. WARTO. Nie jest to łatwe... ale warto.... . Dopóki walczymy - nie jesteśmy jeszcze przegrani. Nasze życie ma sens. Z resztą każde życie ma sens.

Kilka zdań ze strony: 

(...)Po pierwsze, według bł. Elżbiety w życiu nie ma przeszkód, a wszelkiego rodzaju trudności stają się środkiem do wzrostu w wolności, do umocnienia własnej osobowości, do dojrzewania w drodze do Boga. A zatem każda mogąca nas powalić z nóg kłoda to sposobność do rozwoju.(...)

(...)Kolejny atak nastąpił 13 maja i od tego czasu czuła się już tylko gorzej – w ostatnich miesiącach oprócz odrobiny mleka (szklanka wystarczała jej „za cztery posiłki”) dawano jej possać kawałek czekolady i odrobinę cukru, a sama łyżeczka rosołu wywoływała ogromne bóle i wymioty. Napisze sama: "Widzisz, że badam swój żołądek i robię wszystko, co mogę, żeby nie pozwolić mu umrzeć z głodu, a czynię to z miłości do Pana Boga. Kochana mamusiu, wszystko polega na intencji, bo dzięki niej możemy ofiarowywać najmniejsze nawet rzeczy, przemieniać najzwyklejsze nawet akty życia na akty boskie! Dusza, która żyje zjednoczona z Bogiem, wykonuje tylko czyny nadprzyrodzone, a najbardziej pospolite czynności, zamiast ją od Niego oddzielać, wprost przeciwnie, coraz bardziej zbliżają ją do Niego."(...)

(...)sama nauczona doświadczeniem mówi nam, że największą pułapką w naszym życiu jest zniechęcenie, postawa, która wyraża się w słowach: nie warto, a po co, a co ja z tego będę miał, nie opłaci się, brakuje mi sił…(...)

Zmarła mając 26 lat. Więcej tutaj: link do strony o bł. Elżbiecie od Trójcy św. Karmelitance - http://dumanie.pl/zachwyt-codziennoscia-jako-lekarstwo-na-zniechecenie/

wtorek, 22 stycznia 2013

Polecam jeszcze przesłuchać zamyślenia z dnia 20 stycznia 2013... , koniecznie z 14 i 3 stycznia(!), a także wszystkie inne :) To jak odnaleźć dany dzień opisałam tutaj.

Dziś na kazaniu, w radiu Niepokalanów, ksiądz wspomniał na postać św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Tekst warty uwagi... . "O nieograniczonej ufności w Opatrzność". Tekst dotyczy stanu kapłańskiego, ale w naszym (cywilnym) życiu również warto o tym pamiętać... . Gdy spotykają nas trudności, często załamujemy się - i to jest normalne, ludzkie - jednak świętą rzeczą jest nie poddawać się, powstać i iść dalej... . Ja czasami miewam takie dni, kiedy już myślę, że "po co to wszystko, i tak jestem zła, ułomna itd...." albo "nie jestem dobrym człowiekiem", "nie uda mi się", itp. obwinianie siebie..., bo "nie jestem taka dobra jak bym chciała być". Człowiek może wtedy popaść w takie coś, że się podda, bo czuje się tak zły, że "nie warto już się starać". Jednak warto... każdego dnia. Dziś mam taki dzień... kiedy ponownie przestałam wierzyć w to, że mogę być dobra... ale te słowa z kazania dały mi nadzieję:

 

(Konferencje duchowne, Lwów 1885; Konferencje o powołaniu, Kraków 1890)
Bez nieograniczonej ufności w Opatrzność niepodobna umiłować krzyża

         Tylko u stóp krzyża albo u pokornego żłóbka naszego Zbawiciela zaczerpnąć możemy siły do wiernego wypełnienia woli Bożej, na stanowisku, na jakim podobało się Opatrzności nas umieścić. Bez nieograniczonej ufności w Opatrzność niepodobna umiłować krzyża, gdyż tylko niezachwiana wiara, iż Pan czuwa nad nami i wszystkie wypadki kieruje ku naszemu zbawieniu, może nas obdarzyć wewnętrznym pokojem. Dusza ufająca Panu w każdym utrapieniu upatruje nową łaskę niebios.
          Nieograniczona ufność w opiekę Opatrzności powinna napełnić serca tych wszystkich, którzy wyrzekają się świata i jego pożądliwości, a szukają przede wszystkim Królestwa Bożego. Każda sprawa, aby była miłą Panu, nie tylko z woli Bożej powinna być rozpoczęta, ale też po Bożemu i jedynie dla Boga ma być wykonana, tak iżby człowiek od początku do końca był tylko narzędziem Opatrzności.
         Nie pragnijcie, by to lub owo koniecznie się udało ani też nie martwcie się zbytecznie jakim bądź niepowodzeniem. Pamiętajcie, że Opatrzność rządzi, a nas używa tylko za narzędzie. Nie z tego przeto rachunek zdamy, jak się nam powiodło, ale z tego, jak szczerze i sumiennie pracowaliśmy, bo to tylko jest w naszej mocy.
        W obowiązkowych naszych pracach nie powinniśmy się nigdy niecierpliwić i zniechęcać, nie widząc owocu naszych trudów. Spełnienie bowiem obowiązków, wykonanie woli Bożej przede wszystkim mamy mieć na celu i to jedno stanowi naszą zasługę, doczesne zaś pożytki prac naszych są całkiem w ręku Boga i On sam urządza je, według zamiarów swojej Opatrzności, wynagradzając nas za wierność, a nie za powodzenie.
        Cokolwiek więc dobrego ma się dokonać na tym świecie, wszystko to od wieków już jest przejrzane i postanowione we wszechmocnej myśli Stworzyciela i na próżno człowiek siliłby się na nowe wynalazki, chociażby z natury swej najlepsze, nic uczynić nie zdoła, skoro to, co zamierza, zawczasu nie weszło w plan Opatrzności rządzącej światem. Ufajcie Panu, nie troszczcie się o jutro, udzielajcie równie szczodrą dłonią, jak wam Opatrzność udziela, a w razie istotnej potrzeby Ona sama natchnie wspaniałomyślne serca, aby wam pospieszyły z pomocą.
         Dla duszy bezwarunkowo oddanej Bogu dość wiedzieć, czego On domaga się od niej, by natychmiast spełnić Jego wolę, pozostawiając Opatrzności pokierowanie następstwami. We wszystkim, co nie zależy od naszej woli, powinniśmy widzieć rękę Opatrzności, przyjmując z uległym i wdzięcznym sercem każde Jej zrządzenie. Stać się podobnym Chrystusowi, przeistoczyć się, że tak powiem, w Niego – oto szczyt ludzkiej godności, do którego zmierzać powinniśmy. To alfa i omega doskonałości chrześcijańskiej i jedyny cel pracy wewnętrznej.

 
1 , 2