------------------------------
O BLOGU:

Blog poświęcony Bogu. Modlitwa. Przemyślenia duchowe. Zwykła codzienność, prześwietlona promieniami Miłosierdzia Bożego. Opowieść o życiu z Bogiem, oczami zwykłej mężatki. Zapraszam!

Nie wyrażam zgody na wykorzystywanie, oraz kopiowanie zdjęć z mojego bloga.

Blog istnieje od 28.02.2012r
Licznik odwiedzin:

Goście on-line:

------------------------------

KONTAKT

NAPISZ DO MNIE


------------------------------

KSIĄŻKI - POLECAM DO PRZECZYTANIA:

"DZIENNICZEK"
Św. s. M. Faustyna Kowalska

"EWA CZUJE INACZEJ"
Jacek Pulikowski

"KROKODYL DLA UKOCHANEJ"
Jacek Pulikowski

"MIEJSCE PŁCIOWOŚCI W MIŁOŚCI"
Jacek Pulikowski

"JAK WYGRAĆ KOBIECOŚĆ. INSTRUKCJA OBSŁUGI"
Marek Dziewiecki

"JAK WYGRAĆ MACIERZYŃSTWO. INSTRUKCJA OBSŁUGI"
Jadwiga i Jacek Pulikowscy

"JAK WYGRAĆ MAŁŻEŃSTWO. INSTRUKCJA OBSŁUGI"
Mariola i Piotr Wołochowiczowie

"JAK WYGRAĆ OJCOSTWO. INSTRUKCJA OBSŁUGI"
Jacek Pulikowski

"O KOBIECOŚCI"
Jadwiga Pulikowska

"JAK BUDOWAĆ WIĘZI W RODZINIE"
Jacek Pulikowski

"OJCIEC REAKTYWACJA
Czyli jak silny facet buduje silną rodzinę
"
Jacek Pulikowski
o. Zdzisław Wojciechowski
Mariusz Tyczyński

"O NAŚLADOWANIU CHRYSTUSA"
Tomasz a' Kempis

"MAMO, TO MOJE ŻYCIE"
H. Cloud, J. Townsend

"WIELORYB NIE MOŻE LATAĆ"
Max Lucado

"POKOCHAĆ ŻYCIE"
ks. Mieczysław Maliński

"PROSTA DROGA DO ZDROWIA"
Stefania Korżawska

"ZDROWIE NA CO DZIEŃ"
Stefania Korżawska

------------------------------









------------------------------
WYSZUKIWARKA

1-Rozważania o wierze

piątek, 18 maja 2018

Kiedy próbujesz wejść na drogę świętości. Na drogę prawego, dobrego życia, a inni zaczynają wytykać Ci twoje dawne błędy, cytują złe słowa, poniżają twoje całe dotychczasowe życie. Przypomnij sobie wtedy Szawła, który stał się Pawłem. Każdy święty miał swoją przeszłość, nie zawsze czystą i białą jak śnieg; a każdy grzesznik ma swoją przyszłość, którą powinien jak najlepiej wykorzystać, nie patrząc na ludzi krzyczących wokoło. Tylko Bóg zna twoje serce. Nawet, jeśli na drodze nawrócenia wiele razy się potkniesz, powiesz coś złego, lub coś co inni odbiorą inaczej lub źle i zaczną cię wytykać, poniżać, atakować. To czy oni są święci i bez grzechu? A jeśli uważają siebie za chrześcijan, to czy ich postawa jest chrześcijańska? Prawdziwie wierzący i praktykujący chrześcijanin nigdy cię nie zaatakuje w chamski sposób. Nie wyśmieje i nie poniży. Nie zrobi publicznej debaty na twój temat i temat twoich błędów, nie będzie obgadywać. A zwłaszcza jeśli widzi, że jesteś na tej samej drodze co on - idącej w kierunku Boga. Jeśli już miałby coś powiedzieć, pouczyć, to na pewno kulturalnie i na poziomie, z sercem i miłością. Najlepiej na osobności.

Tak... ja też tak czasami nie potrafię. Ileż w nas pychy i zarozumialstwa, a zdaje się nam, że już tyle wiemy i jesteśmy tacy dorośli i mądrzy. A stoimy na samym początku drogi do Nieba.

Jak to psalmista mówi: "(...) a miłości bym nie miał, byłbym niczym (...)". Życie, bez miłości okazywanej drugiemu człowiekowi, jest właśnie niczym.

Często też jest tak, że idąc dobrą drogą, za bardzo rozpraszamy się wokoło, chcąc podzielić się nią (doświadczeniami, zdobytą wiedzą, przemyśleniami itp.) z innymi. Nie jest to złe, ale często w tym rozproszeniu nie zwracamy uwagi na to, do kogo mówimy. Pan Jezus wyraźnie nas pouczył, aby nie rzucać pereł przed wieprze. U Heroda milczał – jak to wytłumaczył św. Faustynie, właśnie dlatego, żeby pouczyć nas, że z głupcami nie wchodzi się w żadną dyskusję. Z niektórymi ludźmi, po prostu nie da się normalnie przeprowadzić dialogu. Jeśli jest jakiś spór, albo prośba o wydanie opinii, a my (w rozmowie z takim „głupcem”) powiemy coś, co jest niezgodne z myślą tej osoby – wtedy wybucha ona gniewem, zamiast przemyśleć sprawę. Nigdy nic dobrego z tego nie wychodzi. Aby wyjść z takiej rozmowy cało i w miłej atmosferze, musielibyśmy sprzedać swoją duszę i zgodzić się z rozmówcą we wszystkim, co by nam powiedział.

Dzisiejszy świat jest już tak podzielony, że nawet wśród osób wierzących spotykamy rozdźwięk i kłótnie. Na przykładzie odzieży. Jedna osoba wierząca będzie rozumiała fakt, że nieskromny strój to taki, jaki dzisiaj widzimy na ulicach (legginsy, krótkie spódniczki), a inna oburzy się i powie, że to stwierdzenia ze średniowiecza i trzeba iść z duchem postępu, a Bóg i tak nas kocha takimi jakimi jesteśmy... . Tak na przykład w wielu szkołach katolickich mamy spódniczki przed lub ledwo za kolano. I teraz nasuwa się pytanie, czy mam prawo to oceniać? - oczywiście, że tak. Każdy człowiek może się mylić. Czy osoba duchowna się nie myli? Jakże pyszne byłoby to stwierdzenie. Również siostra przełożona może czasami się pomylić. „Jedni drugich napominajcie”. Trzeba rozmawiać, przedstawiać swoje opinie i obawy zwłaszcza wtedy, gdy wg nas coś straciło na swojej „świętości” i „czystości”, a wcześniej było inne, bardziej szlachetne. „Ślepo” można iść tylko za Jezusem. Jeśli chodzi o ludzi, to apostoł nas przestrzega w Liście do Galatów (Ga 1, 7-9): „7 Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. 8 Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty! 9 Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [od nas] otrzymaliście - niech będzie przeklęty!„. Chodzi tutaj o Ewangelię, ale z tego jasno wynika, że jeśli nawet sam papież zacząłby głosić herezje, mam prawo je odrzucić. Tak więc „ślepo” mogę iść tylko za Jezusem, a resztę pochodzącą od ludzi należy uważnie słuchać, przyglądać się i myśleć, oceniając wg sumienia, a nie „ducha postępu”.

To takie moje ostatnie przemyślenia...

poniedziałek, 14 maja 2018

Żywot i Bolesna Męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi wraz z Tajemnicami Starego Przymierza. Według widzeń bł. Anny Katarzyny Emmerich z zapisków Klemensa Brentano // bł. Anna Katarzyna Emmerich

Kupiłam, czytam i jestem pod wieeeelkim wrażeniem. Jest to bardzo ciężka, w sensie szczegółów, księga. Obszerne opisy, wyjaśnienia, nieznane historie. Coś pięknego jeśli chodzi o uzupełnienie Pisma Św. Polecam :)

Tutaj opis ze strony sklepu sanctus:

Książka ta uważana jest, po Piśmie Świętym, za jedną z najlepszych w dwutysięcznej historii chrześcijaństwa! To wielka Łaska Boża na obecne czasy! Skierowana nie tylko do wierzących, aby jeszcze bardziej ożywili i pogłębili swoją wiarę i miłość do Boga, ale do wszystkich ludzi, wykształconych i prostych, odłączonych od Kościoła Katolickiego jak i niewierzących w Boskie i odkupieńcze posłannictwo Chrystusa. To unikalne, jedyne w Polsce wydanie zawiera opis wszystkich nadprzyrodzonych wizji słynnej na cały świat niemieckiej stygmatyczki, błogosławionej Anny Katarzyny Emmerich.

Dzięki specjalnej Łasce Bożej widziała całe dzieło stworzenia i odkupienia, stworzenie Aniołów, Raju, Adama, Ewy i ich upadek, oraz jak Bóg przez wielkich Proroków Starego Testamentu przygotowywał ludzkość na przyjście Jezusa. Widziała też początki Kościoła i przyszłe Jego zmagania z Szatanem aż do końca czasów. Dowiadujemy się o wydarzeniach i wielkich postaciach ze Starego jak i Nowego Testamentu oraz podróżach apostolskich Jezusa o których nie ma wzmianki w Piśmie Świętym i Tradycji. Objawiona jej działalność nauczycielska i cudotwórcza Jezusa aż do Jego Wniebowstąpienia, może być wielką pomocą dla kapłanów w ich pracy duszpasterskiej.

Fenomen tej książki polega na tym, że nikomu nie udało się tak realistycznie ukazać zarówno Bóstwo jak i człowieczeństwo Chrystusa. Nikt tak realistycznie i w całej swojej głębi (poza Matką Bożą), widzianej od strony historycznej jak i duszy Jezusa, nie miał objawionej Jego wstrząsającej Męki, która zainspirowała Mela Gibsona, twórcę najlepszego w historii chrześcijaństwa filmu religijnego "PASJA", który tylko w małej cząstce oddaje to co zostało tutaj opisane! Nie mając żadnego wykształcenia i nie będąc nigdy w Palestynie wprawiła w zdumienie wielu uczonych, większą od nich samych, znajomością bohaterów biblijnych, faktów historycznych i miejscowości na przełomie tysięcy lat. Szczęśliwi ci, którzy czytają to dzieło!

Wydanie opracowane na podstawie II wydania Spółki Wydawniczej Karola Miarki w Mikołówie z roku 1927, posiada IMPRIMATUR V. I. 33/27.

poniedziałek, 06 lipca 2015

Zniechęcenie - oj tak, dobrze je znam..., zwłaszcza od czasu narodzin naszego synka, zniechęcenie dopada mnie bardzo często. Jak człowiek jest fizycznie przemęczony do granic możliwości, nie ma pomocy ze str. rodziny i w dodatku dopadła go susza duchowa, nie uczęszcza do Kościoła tak jak kiedyś, nie modli się tak jak kiedyś, nie ma czasu tak jak kiedyś... to zniechęcenie przychodzi samo. Staram się radzić z moimi ułomnościami, jednak brak modlitwy i susza jest śmiercią dla duszy. Czekam, aż "coś" się we mnie obudzi... .

Pamiętam jak dziś - te dni, w których wszystko było zachwytem. Zachwytem nad Bogiem obecnym w codzienności, w szumie drzew, blasku słońca, w zapachu wiatru o poranku. Każdy liść, kamień, słowo, spojrzenie, czy gest, miały swój sens, cel istnienia i przekaz. Nic nie istniało bez powodu i wyższego celu. Tak było kiedyś... . Susza jest po to aby nie popaść w pychę. Jednak... czy susza trwająca kilka lat nie wypali duszy? Nie wysuszy w niej tamtego spojrzenia? A może tamto spojrzenie przeminęło i teraz czas na nowe, lepsze, głębsze...? Może za bardzo chcę przywrócić coś, co minęło i nie jest już na ten czas dla duszy pożytkiem... . Ciężko tak myśleć po "Bożemu", głęboko, kiedy w sercu, duszy i umyśle taka pustynia...... . 

Znalazłam jednak artykuł o pewnej błogosławionej, która mówi o zniechęceniu, jak sobie z tym radzić. Choć samej mi ciężko, to polecam przeczytać Jej wskazówki na zniechęcenie. WARTO. Nie jest to łatwe... ale warto.... . Dopóki walczymy - nie jesteśmy jeszcze przegrani. Nasze życie ma sens. Z resztą każde życie ma sens.

Kilka zdań ze strony: 

(...)Po pierwsze, według bł. Elżbiety w życiu nie ma przeszkód, a wszelkiego rodzaju trudności stają się środkiem do wzrostu w wolności, do umocnienia własnej osobowości, do dojrzewania w drodze do Boga. A zatem każda mogąca nas powalić z nóg kłoda to sposobność do rozwoju.(...)

(...)Kolejny atak nastąpił 13 maja i od tego czasu czuła się już tylko gorzej – w ostatnich miesiącach oprócz odrobiny mleka (szklanka wystarczała jej „za cztery posiłki”) dawano jej possać kawałek czekolady i odrobinę cukru, a sama łyżeczka rosołu wywoływała ogromne bóle i wymioty. Napisze sama: "Widzisz, że badam swój żołądek i robię wszystko, co mogę, żeby nie pozwolić mu umrzeć z głodu, a czynię to z miłości do Pana Boga. Kochana mamusiu, wszystko polega na intencji, bo dzięki niej możemy ofiarowywać najmniejsze nawet rzeczy, przemieniać najzwyklejsze nawet akty życia na akty boskie! Dusza, która żyje zjednoczona z Bogiem, wykonuje tylko czyny nadprzyrodzone, a najbardziej pospolite czynności, zamiast ją od Niego oddzielać, wprost przeciwnie, coraz bardziej zbliżają ją do Niego."(...)

(...)sama nauczona doświadczeniem mówi nam, że największą pułapką w naszym życiu jest zniechęcenie, postawa, która wyraża się w słowach: nie warto, a po co, a co ja z tego będę miał, nie opłaci się, brakuje mi sił…(...)

Zmarła mając 26 lat. Więcej tutaj: link do strony o bł. Elżbiecie od Trójcy św. Karmelitance - http://dumanie.pl/zachwyt-codziennoscia-jako-lekarstwo-na-zniechecenie/

wtorek, 22 stycznia 2013

Polecam jeszcze przesłuchać zamyślenia z dnia 20 stycznia 2013... , koniecznie z 14 i 3 stycznia(!), a także wszystkie inne :) To jak odnaleźć dany dzień opisałam tutaj.

Dziś na kazaniu, w radiu Niepokalanów, ksiądz wspomniał na postać św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Tekst warty uwagi... . "O nieograniczonej ufności w Opatrzność". Tekst dotyczy stanu kapłańskiego, ale w naszym (cywilnym) życiu również warto o tym pamiętać... . Gdy spotykają nas trudności, często załamujemy się - i to jest normalne, ludzkie - jednak świętą rzeczą jest nie poddawać się, powstać i iść dalej... . Ja czasami miewam takie dni, kiedy już myślę, że "po co to wszystko, i tak jestem zła, ułomna itd...." albo "nie jestem dobrym człowiekiem", "nie uda mi się", itp. obwinianie siebie..., bo "nie jestem taka dobra jak bym chciała być". Człowiek może wtedy popaść w takie coś, że się podda, bo czuje się tak zły, że "nie warto już się starać". Jednak warto... każdego dnia. Dziś mam taki dzień... kiedy ponownie przestałam wierzyć w to, że mogę być dobra... ale te słowa z kazania dały mi nadzieję:

 

(Konferencje duchowne, Lwów 1885; Konferencje o powołaniu, Kraków 1890)
Bez nieograniczonej ufności w Opatrzność niepodobna umiłować krzyża

         Tylko u stóp krzyża albo u pokornego żłóbka naszego Zbawiciela zaczerpnąć możemy siły do wiernego wypełnienia woli Bożej, na stanowisku, na jakim podobało się Opatrzności nas umieścić. Bez nieograniczonej ufności w Opatrzność niepodobna umiłować krzyża, gdyż tylko niezachwiana wiara, iż Pan czuwa nad nami i wszystkie wypadki kieruje ku naszemu zbawieniu, może nas obdarzyć wewnętrznym pokojem. Dusza ufająca Panu w każdym utrapieniu upatruje nową łaskę niebios.
          Nieograniczona ufność w opiekę Opatrzności powinna napełnić serca tych wszystkich, którzy wyrzekają się świata i jego pożądliwości, a szukają przede wszystkim Królestwa Bożego. Każda sprawa, aby była miłą Panu, nie tylko z woli Bożej powinna być rozpoczęta, ale też po Bożemu i jedynie dla Boga ma być wykonana, tak iżby człowiek od początku do końca był tylko narzędziem Opatrzności.
         Nie pragnijcie, by to lub owo koniecznie się udało ani też nie martwcie się zbytecznie jakim bądź niepowodzeniem. Pamiętajcie, że Opatrzność rządzi, a nas używa tylko za narzędzie. Nie z tego przeto rachunek zdamy, jak się nam powiodło, ale z tego, jak szczerze i sumiennie pracowaliśmy, bo to tylko jest w naszej mocy.
        W obowiązkowych naszych pracach nie powinniśmy się nigdy niecierpliwić i zniechęcać, nie widząc owocu naszych trudów. Spełnienie bowiem obowiązków, wykonanie woli Bożej przede wszystkim mamy mieć na celu i to jedno stanowi naszą zasługę, doczesne zaś pożytki prac naszych są całkiem w ręku Boga i On sam urządza je, według zamiarów swojej Opatrzności, wynagradzając nas za wierność, a nie za powodzenie.
        Cokolwiek więc dobrego ma się dokonać na tym świecie, wszystko to od wieków już jest przejrzane i postanowione we wszechmocnej myśli Stworzyciela i na próżno człowiek siliłby się na nowe wynalazki, chociażby z natury swej najlepsze, nic uczynić nie zdoła, skoro to, co zamierza, zawczasu nie weszło w plan Opatrzności rządzącej światem. Ufajcie Panu, nie troszczcie się o jutro, udzielajcie równie szczodrą dłonią, jak wam Opatrzność udziela, a w razie istotnej potrzeby Ona sama natchnie wspaniałomyślne serca, aby wam pospieszyły z pomocą.
         Dla duszy bezwarunkowo oddanej Bogu dość wiedzieć, czego On domaga się od niej, by natychmiast spełnić Jego wolę, pozostawiając Opatrzności pokierowanie następstwami. We wszystkim, co nie zależy od naszej woli, powinniśmy widzieć rękę Opatrzności, przyjmując z uległym i wdzięcznym sercem każde Jej zrządzenie. Stać się podobnym Chrystusowi, przeistoczyć się, że tak powiem, w Niego – oto szczyt ludzkiej godności, do którego zmierzać powinniśmy. To alfa i omega doskonałości chrześcijańskiej i jedyny cel pracy wewnętrznej.

wtorek, 20 listopada 2012

Od pewnego czasu słucham w radiu Niepokalanów krótkich 2-3 minutowych zamyśleń na Rok Wiary. Są bardzo ciekawe i przemawiające do głębi serca... dają dużo do myślenia. Polecam przesłuchanie tych zamyśleń na stronie, z której pochodzą (kliknij tutaj). Polecam przesłuchać zamyślenie z dzisiejszego dnia (20 listopad 2012). Aby przejść do listy z zamyśleniami na każdy dzień należy: 1) kliknąć na wybrany miesiąc (na niebieskim tle/pasku pod napisem "kalendarz wiary" 2) na następnej stronie na górze będziemy mieli niebieski prostokąt z napisem "Audio Bóg" i tam można słuchać zamyśleń z danego dnia 3) aby wybrać inny dzień należy kliknąć w  napis "Więcej słowa (rozwiń/zwiń)". Tam wybieramy interesujący nas dzień z wybranego miesiąca. Tutaj link do tej strony (na listopad) - jeszcze raz polecam zamyślenie z 20 listopada 2012, czyli dzisiejsze.

piątek, 02 listopada 2012

Dziś w radiu Niepokalanów słuchałam transmisji kazania z Mszy Św. odprawianej w bazylice Niepokalanowa. Była mowa o dzisiejszym dniu - wspomnieniu zmarłych. Ksiądz opowiedział również pewną historię z dawnych lat... z XX wieku, opartą na faktach, jednak jak sam powiedział, jest tak niesamowita, że mało kto dziś w nią jest w stanie uwierzyć. Nawet wierzący... .

Otóż była pewna kobieta, która pracowała jako sprzątająca w domach u ludzi. Pracowała u bogaczy oraz u tych z mniejszymi majątkami. Dostawała grosze za swoją pracę. Część pieniędzy odkładała na comiesięczne Msze św. za dusze w czyśćcu cierpiące. Nawet ksiądz się dziwił, że tak co miesiąc daje na Msze... . Pewnego dnia straciła jednak pracę i postanowiła, że ostatnie pieniądze również da na Msze za dusze czyśćcowe. Ksiądz wiedząc, że straciła pracę zaproponował jej darmową Mszę św. i nie chciał od niej ostatnich pieniędzy. Ona jednak uparła się, że jeśli nie da, to jej ofiara nie będzie nic warta (miała na myśli, że jeśli nie poniesie ofiary - nie odejmie sobie, to jej ofiara będzie mniejsza w oczach Pana - czyli mniej ulgi przyniesie duszom czyśćcowym). Kapłan przyjął ofiarę. Kobieta powolnym krokiem opuszczała Kościół. Gdy wyszła na zewnątrz zaczepił ją pewien mężczyzna i powiedział:

"Podobno szuka Pani pracy. Moja matka potrzebuje osoby do sprzątania w domu i chętnie Panią przyjmie."

Kobieta była bardzo zdziwiona ale poszła pod wskazany adres, który podał jej nieznajomy mężczyzna. Drzwi otworzyła jej starsza siwa kobieta i spytała o co chodzi. Kobieta odpowiedziała:

"Pani syn powiedział mi, że szuka Pani kogoś do sprzątania w domu i dlatego przyszłam."

Starsza Pani zrobiła się blada i oniemiała, ale wpuściła ją do domu. Przyznała, że tak, to prawda, szuka kogoś do pomocy w domu. W tym czasie kobieta zwróciła uwagę na zdjęcie młodego mężczyzny na stoliku i powiedziała:

"O to ten pan, to on mi powiedział abym do Pani przyszła i podał adres."

Starsza Pani zamyśliła się, zrobiła się jeszcze bledsza i odpowiedziała:

"Tak, to mój syn. Zmarł 20 lat temu... ."

 

Taką historię opowiedział dziś ksiądz... . Daje dużo do myślenia... . Nie wiemy ilu duszom zmarłych nasze modlitwy, msze, koronki, różańce... pomogły. Warto się za nich modlić, bo oni już nic uczynić za siebie nie mogą... jednak za naszą pomoc mogą się nam odwdzięczyć w najmniej oczekiwanym momencie... . Warto się jednak modlić nie oczekując w zamian nic.

środa, 18 lipca 2012

Co się stało, że Komunia Święta jest dziś przez kapłanów dawana w taki sposób, jaki widzimy co niedzielę...

czyli, na stojąco, często bez patery i w dodatku czasami przez szafarza zamiast kapłana... . O zgrozo - w niektórych krajach - Komunia podawana jest przez kobiety (!) szafarki lub jeśli już przez mężczyznę, to uczestniczą przy tym ministrantki... . Szok, a jednak.... .

Nie jestem w stanie przyjąć Komunii na stojąco..., a tym bardziej nie wyobrażam sobie aby Komunię Świętą podawała mi kobieta (!)

Coś na ten temat: KLIKNIJ TUTAJ

piątek, 08 czerwca 2012

Polecam do przeczytania... http://ks-tomasz.blog.onet.pl/DZISIEJSZY-BOG,2,ID473342006,n

lepiej bym tego nie napisała... . To taka refleksja a propos dzisiejszego dnia. Mamy oktawę Bożego Ciała, które jakby gdzieś zniknęło w tym zgiełku euro... Ale nie wszyscy... nie wszyscy szaleją... są jeszcze ludzie, którzy potrafią się na chwilę zatrzymać i ...pomyśleć. Nie mam nic do kibicowania, ale... no właśnie ale... można przesadzić.

 

A tak poza tym..... to dziś jest wspomnienie naszej wielkiej patronki Polski - św. Jadwigi. Akurat dziś... . I Akurat dziś (bo kilka dni w roku tak się dzieje) o 17:15 będzie dzwonił dzwon Zygmunta w Krakowie. Tak jakoś z tym euro to się dziwnie zbiegło...

piątek, 20 kwietnia 2012

Taka myśl mi dzisiaj przyszła do głowy... jak wielką władzę ma człowiek. O jakiej władzy mowa? O przebaczeniu. Kiedyś w kazaniu usłyszałam takie słowa, że:

człowiek, który nie przebacza, czyni krzywdę nie tylko swojej duszy, ale i tej osobie, której nie chce odpuścić czegoś. Brakiem przebaczenia, albo "przebaczeniem" chwilowym przyczynia się do zatwardzenia serca tej osoby.

To prawda... . Gdy pokłócimy się z kimś czujemy żal nie tylko do tej osoby, ale też do siebie, że "tacy" byliśmy. Tacy = gwałtowni, agresywni, krzykliwi itd itd itd... To wpędza nas w poczucie winy, ale i w jeszcze większą agresję wobec siebie i co za tym idzie - coraz większą niechęć do siebie. Idąc dalej tym tokiem rozumowania - czując niechęć i potępienie wobec samego siebie, zaczynamy tak podchodzić do osoby, która nas skrzywdziła.

Co jest lekarstwem? Przebaczenie... . Ale nie takie przebaczenie "no dobra już się nie gniewam, ale zapamiętam to sobie i teraz lepiej bądź grzeczny/a" lecz przebaczenie na miarę Chrystusa... całkowite odpuszczenie komuś i zapomnienie krzywdy, którą nam wyrządził. Zapomnienie w tym znaczeniu = nie rozdrapywanie po jakimś czasie. Pamiętać takie zdarzenia trzeba, ale tylko w formie "lekcji", którą Pan dopuścił na nas aby nas czegoś nauczyć, a nie w formie "karneciku", który później dowolnie wykorzystujemy aby komuś coś wypomnieć i dzięki temu być od niego "wyżej" lub móc nim w ten sposób manipulować poprzez szantaż... . To prawdziwe przebaczenie sprawia, że dajemy komuś szansę OD NOWA. Jakby zaczynał od nowej czystej kartki w zeszycie... . I wszelkie nasze uczucia wobec takiej osoby również powinny być czyste - nieskażone tamtymi emocjami z kłótni.

Jeśli ktoś nam przebaczy, ale później to rozdrapuje... lub jeśli ktoś nam przebaczy fałszywie (tylko słowami, a czynem co innego robi) nasze serce się zatwardza. Stajemy się niechętni do bycia dobrym wobec takiej dwulicowej osoby. Zamykamy się na przemianę siebie dla tej osoby. Przestajemy wierzyć, że kiedyś ta sytuacja się zmieni. I w końcu - popadamy w coraz większe potępienie i niechęć wobec siebie, oraz tej osoby... . A wystarczy szczerze przebaczyć i otrzymać takie przebaczenie.

Skąd te przemyślenia...? Dziś w radiu Niepokalanów słuchałam audycji, w której była mowa o ludziach, którym w życiu nie wyszło i mieszkali w kanałach... chodzili po śmietnikach itd. Dziś mieszkają na wynajętym i pomagają innym bezdomnym. Ale co mnie urzekło w tym wszystkim... że kobieta, o której była tam mowa, określana była jako "ordynarna, agresywna, biła ludzi, piła, paliła, miała paskudny charakter" i ......gdy dostała pomoc i wsparcie zmieniła się nie do poznania. Robi serwetki, jest ciepła i troskliwa, pomaga ludziom... . Określono ją jako "perłę", że z takiej brzydoty duchowej stała się perłą tego domu dla bezdomnych. I nikt jej nie wypomina przeszłości... ona po prostu zrozumiała coś, zmieniła się i nikt jej nie poniża za przeszłość, ani nie daje do zrozumienia, że kiedyś "kimś takim" była. Dostała niejako łaskę Nowego Życia. I stąd jej zapał do "bycia dobrą i troskliwą", bo nie jest atakowana za przeszłość... . Przebaczenie i zrozumienie ludzi uzdrowiło ją. To, że nie czuje na swoich plecach cienia przeszłości, który by jej ciążył i przypominał co dziennie, że jest "nikim", bo kiedyś była nikim..... sprawiło, że miała zapał aby się zmienić, aby być dobrą. Nie potępiasz kogoś = dajesz mu szansę na stanie się lepszym dla ciebie. Dajesz mu szansę na zmianę... .

 I tak na koniec jeszcze dopiszę.

Często słyszy się: "ale ja chciałem/am się pojednać". Prawda jest taka - gdybyś faktycznie chciał/a to byś przebaczył/a i nie robił/a "trupiej" poważnej, zagniewanej, czy innej twarzy przy spotkaniu z Twoim "wrogiem". Wielokrotnie spotyka się taką sytuację, że już chcemy coś naprawić i ta "druga" strona niby też... ale przy spotkaniu pycha bierze albo jedną, albo drugą, albo obie strony i nadąsane tylko czekają, aż wszystko samo się rozwiąże... lub aż któraś strona się "złamie", zamiast po prostu pokornie i z prostotą przyznać się do błędu (ważne!: obie strony muszą się przyznać, a nie tylko jedna), bez poniżania... . I dać sobie szansę... . Póki kimś gardzimy przy spotkaniu (bo mówić to jest zawsze łatwo o przebaczeniu, gorzej przy spotkaniu)... póty nie będzie prawdziwego pojednania. Tutaj potrzeba woli obu stron, a nie tylko jednej.

 
1 , 2