| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            


------------------------------
O BLOGU:

Blog poświęcony Bogu. Modlitwa. Przemyślenia duchowe. Zwykła codzienność, prześwietlona promieniami Miłosierdzia Bożego. Opowieść o życiu z Bogiem, oczami zwykłej mężatki. Zapraszam!

Nie wyrażam zgody na wykorzystywanie, oraz kopiowanie zdjęć z mojego bloga.

Blog istnieje od 28.02.2012r
Licznik odwiedzin:

Goście on-line:

------------------------------

KSIĄŻKI - POLECAM DO PRZECZYTANIA:

"DZIENNICZEK"
Św. s. M. Faustyna Kowalska

"O NAŚLADOWANIU CHRYSTUSA"
Tomasz a' Kempis

"MAMO, TO MOJE ŻYCIE"
H. Cloud, J. Townsend

"WIELORYB NIE MOŻE LATAĆ"
Max Lucado


------------------------------









------------------------------
WYSZUKIWARKA

środa, 29 lutego 2012

Wpis z 14 lutego 2012

 

Walentynki... czyli (laicki) dzień zakochanych. Dzień świętego Walentego. 14 lutego obchodzimy również wspomnienie św. Cyryla i Metodego, patronów Europy.

Osobiście "walentynek" nie obchodzę. Uważam, że miłość powinno okazywać się zawsze, bez względu na dzień. Jeśli już wyróżniam jakiś dzień, to dla mnie takimi wyjątkowymi dniami są rocznice... jak rocznica ślubu. Walentynki często są wymuszone, powodują niepotrzebne nadzieje lub napięcia. Czasami mam wrażenie, że fałszują obraz prawdziwej miłości. Ale jak kto woli... w końcu miło jest dostać kwiaty, czyż nie?

A propos kwiatów... czy czekoladki i bukiet kwiatów mogą zastąpić piękną, głęboką rozmowę z ukochanym...? Miłość to szacunek, uczciwość, wierność, zatroskanie o drugą osobę. Jakie to piękne, gdy na starość można powiedzieć: "Byłam wierna mojemu mężowi"; "Nasze małżeństwo było piękne". Żyć tak, aby z czystym sumieniem umrzeć... to jest prawdziwa miłość. Nie krzywdzić ukochanego/ukochanej... a zwłaszcza zdradą, niewiernością, zarówno fizyczną jak i emocjonalną.

Żaden prezent Ci tego nie da... .

Wpis z 31 sierpnia 2011

 

Co ja bym bez Niej zrobiła... w smutku i oschłości, znów sięgam po dzienniczek św. Faustyny i czytam... i znów przychodzi ochłoda dla duszy, cisza, spokój, ukojenie... . Co ja bym bez Boga zrobiła... nic. On wszystko daje i zabiera. W jednej sekundzie może zasłonić mi oczy, zabrać wszystko i tak uczyć, że sama z siebie nic uczynić nie mogę. Uczyć, abym jeszcze bardziej pragnęła być przy Nim. Sama bez Boga nawet z żalu wyjść nie mogę. On daje ukojenie duszy... . Od Niego wszystko zależy. 

Jak ciężko być stałym w Bogu. W każdym cierpieniu być jednakowo pokornym i oddanym Bogu. Po ludzku to niemożliwe... ale liczą się intencje. Starania aby się zmieniać i być lepszym, nawet jeśli to ostatecznie nie wychodzi - starać się. Człowiekowi nigdy nie uda się ogarnąć Miłości Boga, Jego Miłosierdzia i wielkiej cierpliwości do nas. Tego się pojąć nie da... . Jednak tym bardziej Go kocham i mam w sercu bojaźń przed tak Wielkim i niepojętym Majestatem. Tyle ile potrafię, tyle Go kocham i staram się pojąć.

Św. Faustyna. Ze wszystkich świętych to Ona jest najbliższa memu sercu. Polecam przeczytać Jej "Dzienniczek", to prawdziwa uczta dla duszy i lekcja nieugiętej, głębokiej i prawdziwie czystej wiary.

 

Wpis z 29 sierpnia 2011

 

Kolejna Niedziela minęła... i przyniosła kolejne kazanie, które staram się zrozumieć i spełnić w sobie. Była mowa o sensie cierpienia. Ludziach, którzy żyjąc w dostatku zapominają o Bogu, oraz o tych, którzy cierpią i starają się to cierpienie ofiarować Bogu. Wtedy ono ma sens... . Aby cierpienie miało sens... - co to znaczy? No właśnie... co to znaczy.

Wiedzieć, że wszystko co mnie spotkało, było w planie Bożym, ale jednocześnie mieć świadomość, że niepowodzenia, które mnie spotkały w skutek mojego braku zaangażowania we własny rozwój/życie/sprawy były po prostu moim własnym zaniedbaniem, a nie "wolą Boga". Nie można wszystkiego zrzucać na Boga. Bardzo często ludzie, których spotyka ciężka choroba zaczynają się nagle modlić, później umierają... a rodzina ma pretensje do Boga. Gdy jednak przyjrzymy się ich życiu... okazuje się, że tak naprawdę nie dbali o swoje zdrowie, rozwój wewnętrzny, a Bóg nigdy ich nie interesował, zwłaszcza Ten, ukryty w drugim człowieku.

Rodzina mówi"przecież chodził/a do Kościoła, na pielgrzymki. Nikomu nic złego nie zrobił/a. Był/a taki/a dobry/a" - Czy na pewno...? W moim otoczeniu była taka osoba, chora na raka, która dla rodziny była "idealna", a jednak - potrafiła się mścić, nie umiała wybaczać, z pogardą i ironią opowiadała o innych, którzy ją irytowali - oczywiście w gronie rodziny znajdowała zawsze oparcie i potwierdzenie swoich tez. Jak to bywa w "kółku wzajemnej adoracji", zaślepiona rodzina nie rozumie do tej pory - "dlaczego Bóg zabrał tak dobrą osobę... Przecież oni wszyscy w rodzinie tak się kochali" - nie ważne, że wszystkich naokoło potrafili zdeptać i zmieszać z błotem... tylko dlatego, że ktoś nie spełnił ich oczekiwań i miał odmienne poglądy/zdanie.

Widziałam też innych ludzi, którzy cierpiąc narzekali jeszcze bardziej, pili jeszcze więcej, kłócili się "bo nic nie ma sensu" - bo nic nie ma sensu. Czyli "sens" jest ważny. Nie tyle sam „problem”, co "Sens" istnienia. Czy wystarczy go poznać, aby już żadne cierpienie nas nie ugięło? Myślę, że tak... . Jeśli moim sensem istnienia jest Bóg i niemożliwe do opisania pragnienie zbawienia, życia po śmierci w Jego wiecznej Miłości, to łatwiej mi docenić życie i przyjmować niepowodzenia z większym dystansem. Łatwiej mi dostrzec każdy najmniejszy drobiazg i to, co jest w nim ukryte. To, że każdy gest, myśl, wszyscy i wszystko się liczy... Jeśli zrobiłam wszystko co było w mojej mocy, aby było „dobrze” i nie „zawaliłam” nic - pogodziłem/am się, wybaczyłem/am, naprawiłem/am itd., a mimo to spotyka mnie cierpienie – ofiarować je Bogu. Wiedzieć, że to cierpienie ma swój kres. Cokolwiek mnie spotka, cokolwiek się stanie - wierzyć, że to było w planie Bożym i miało głębszy sens... Starać się widzieć "sens". Nie narzekać. Starać się być dobrym nie tylko na zewnątrz, ale i w swoich myślach, słowach, zmianie charakteru... Cierpieć z godnością.

Poczuć pokorę... poczuć swoją słabość i zaakceptować ją. Pogodzić się, że nie zawsze mam rację i często jestem w błędzie. Nie walczyć za wszelką cenę... aby udowodnić swoje racje i zmusić innych, by je zaakceptowali... . Nie być upartym i umieć się przyznać do błędu. Umieć się zaczerwienić ze wstydu i przeprosić. Umieć słuchać, mówić i czuć. Pogodzić się z tym, że nie zawsze uda mi się spełnić powyższych, oraz innych cennych obietnic i postanowień... . Modlić się........ modlić o czyste myśli i serce. O właściwe rozeznanie problemu/sprawy.

 

1 ... 6 , 7