| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        


------------------------------
O BLOGU:

Blog poświęcony Bogu. Modlitwa. Przemyślenia duchowe. Zwykła codzienność, prześwietlona promieniami Miłosierdzia Bożego. Opowieść o życiu z Bogiem, oczami zwykłej mężatki. Zapraszam!

Nie wyrażam zgody na wykorzystywanie, oraz kopiowanie zdjęć z mojego bloga.

Blog istnieje od 28.02.2012r
Licznik odwiedzin:

Goście on-line:

------------------------------

KSIĄŻKI - POLECAM DO PRZECZYTANIA:

"DZIENNICZEK"
Św. s. M. Faustyna Kowalska

"O NAŚLADOWANIU CHRYSTUSA"
Tomasz a' Kempis

"MAMO, TO MOJE ŻYCIE"
H. Cloud, J. Townsend

"WIELORYB NIE MOŻE LATAĆ"
Max Lucado


------------------------------









------------------------------
WYSZUKIWARKA

wtorek, 03 kwietnia 2012

Zbliża się Wielkanoc... ale ja chcę napisać o czymś innym, choć powiązanym z Wielkanocą.

Święto Miłosierdzia. Ustanowione przez samego Jezusa, który św. siostrze Faustynie powiedział takie słowa:

"Pragnę, aby święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św., dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar; w dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka zbliżyć do mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat" (...) "Święto Miłosierdzia wyszło z wnętrzności moich, pragnę, aby uroczyście obchodzone było w pierwszą niedzielę po Wielkanocy."

Fragment pochodzi z "Dzienniczka" św. Siostry Faustyny, wyd. PROMIC Księży Marianów

Święto Miłosierdzia Jezus nakazał obchodzić w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. W tym roku wypada to 15 kwietnia. W dniu tym dusza może uzyskać szczególny odpust zupełny. Czyli zupełne odpuszczenie win i kar, za które musiałaby pokutować w czyśćcu. Jezus mówi o spowiedzi i Komunii św. w Kościele natomiast do odpustu zupełnego wymieniane są jeszcze inne warunki. Jezus o nich nie wspomniał... więc może to wyjątkowy dzień, tak szczególny, że skoro tylko szczerze będziesz tego pragnąć, pozostałe warunki być może nie są konieczne. Ale dla pewności warto je uczynić. Oto wszystkie warunki konieczne do uzyskania odpustu zupełnego:

- spowiedź

- Komunia św.

- modlitwa w intencjach Ojca św. (nie w intencji Ojca św., ale Jego intencjach, które sam wypowiada na Mszy św.) odmawiamy w tych intencjach "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Mario"

- wykonanie dzieła obdarzonego odpustem (dzieła takie podano na stronie www.opoka.org.pl/slownik/odpust.html nie ma tu jednak podanego dnia Święta Miłosierdzia Bożego, jednak w tym dniu również jest odpust zupełny)

Prócz tego ważne jest aby czynności te wykonać najlepiej w jednym dniu, a jeśli to niemożliwe to przynajmniej w bliskim terminie i w powiązaniu ze sobą (czyli idąc np. do Komunii św. powiedzieć już Bogu, że Komunię tą ofiaruję za... odpust zupełny dla mnie lub jakiegoś zmarłego) i najlepiej by było, gdyby w tym samym dniu pomodlić się w intencjach Ojca św., oraz wykonać dzieło obdarzone odpustem. Spowiedź może być dzień wcześniej.

Odpustu nie można przyjąć za kogoś żyjącego. Możemy go uzyskać tylko dla siebie lub zmarłych, oraz dusz w czyśćcu cierpiących.

Ważne! Po jednej spowiedzi możemy uzyskać kilka odpustów zupełnych (o ile nie zgrzeszymy przez ten czas... gdyż warunkiem odpustu zupełnego jest brak przywiązania do grzechu nawet powszedniego), jednak po jednej Komunii św. możemy uzyskać tylko jeden odpust zupełny. Odpust zupełny można uzyskać raz dziennie. Czyli jeśli chcemy np. uzyskać odpust zupełny dla 3 zmarłych osób z naszej rodziny - wystarczy jedna spowiedź (ale musimy się pilnować, aby nie zgrzeszyć... nawet najdrobniejszą złą myślą) i przez 3 dni przyjmować Komunię św. oraz spełniać pozostałe warunki - oczywiście w intencji, czy przy Komunii św. mówimy Bogu że chodzi nam o odpust zupełny dla (podajemy imię zmarłego).

Jeśli nie spełnimy jednego z warunków lub nie będziemy wolni od grzechu doczesnego, to uzyskamy wtedy odpust cząstkowy. Jeśli zawinie nam się przez te dni jakiś grzech, to do odpustu zupełnego musimy ponownie iść do spowiedzi (nawet jeśli miałoby to być 3 dni z rzędu...) - warto wtedy kapłanowi przy spowiedzi powiedzieć, że tu chodzi o uzyskanie odpustu zupełnego. Nie będzie się wtedy dziwił dlaczego mówimy mu, że byliśmy u spowiedzi np. wczoraj i wymieniamy mu tylko jeden grzech...... .

środa, 29 lutego 2012

Wpis z 17 lutego 2012

 

Wiara bez uczynków jest martwa. Tak samo miłość - bez uczynków nic nie znaczy.

"Można mówić, że się wierzy... ale i szatani wierzą w Boga. Więc co nam da sama wiara, jeśli nie jest podparta uczynkami?" Takie słowa usłyszałam dziś na kazaniu. Zastanowiło mnie to, że podobnie jest z miłością. Dziś ludzie coraz częściej mówią do siebie pustymi słowami, nie podpartymi czynami. Słowa ich pozbawione są dowodów, uczynków miłości, które byłyby potwierdzeniem tego co mówią.

"Człowiek doznaje usprawiedliwienia na podstawie uczynków swoich, a nie słów" - to kolejne zdanie z kazania. Podobnie jest w miłości... czy same słowa znaczą coś, jeśli czyny mówią co innego? Gdy ktoś mówi "kocham Cię", a jednocześnie oszukuje, kłamie i nie jest uczciwy w związku. Czy taki ktoś będzie usprawiedliwiony w oczach Pana...? Tylko wtedy, gdy zmieni swoje zachowanie i myśli, czyli wprowadzi słowo w czyn... . Słowo nie podparte czynem nic nie znaczy... . Nawet sama intencja nic nie da, jeśli z całych sił nie będziemy starali się jej wprowadzić w czyn. W nasze życie i życie innych ludzi.

Słowa potrzebują potwierdzenia w czynie... tylko wtedy są prawdziwe i mają wielką wartość.

 

Wpis z 14 lutego 2012

 

Walentynki... czyli (laicki) dzień zakochanych. Dzień świętego Walentego. 14 lutego obchodzimy również wspomnienie św. Cyryla i Metodego, patronów Europy.

Osobiście "walentynek" nie obchodzę. Uważam, że miłość powinno okazywać się zawsze, bez względu na dzień. Jeśli już wyróżniam jakiś dzień, to dla mnie takimi wyjątkowymi dniami są rocznice... jak rocznica ślubu. Walentynki często są wymuszone, powodują niepotrzebne nadzieje lub napięcia. Czasami mam wrażenie, że fałszują obraz prawdziwej miłości. Ale jak kto woli... w końcu miło jest dostać kwiaty, czyż nie?

A propos kwiatów... czy czekoladki i bukiet kwiatów mogą zastąpić piękną, głęboką rozmowę z ukochanym...? Miłość to szacunek, uczciwość, wierność, zatroskanie o drugą osobę. Jakie to piękne, gdy na starość można powiedzieć: "Byłam wierna mojemu mężowi"; "Nasze małżeństwo było piękne". Żyć tak, aby z czystym sumieniem umrzeć... to jest prawdziwa miłość. Nie krzywdzić ukochanego/ukochanej... a zwłaszcza zdradą, niewiernością, zarówno fizyczną jak i emocjonalną.

Żaden prezent Ci tego nie da... .

Wpis z 9 lutego 2012

 

I jeszcze jedno zdjęcie Puszka. Nasz mały tygrys, czai się w trawie... . Zdjęcie było robione na spacerze.

Wpis z 9 lutego 2012

 

I takie urocze zdjęcie Puszeczka jeszcze wklejam. To z okresu Świąt Bożego Narodzenia.

Wpis z 9 lutego 2012

 

A oto i mój ukochany kotek Puszek. W tym roku skończy 5 lat... .

Puszek jest bardzo wrażliwy. Nie jest typem agresywnego kota, ale raczej tego tulącego się do ramion swoich właścicieli - "pancików" ;-) Gdy tylko znajdzie okazję (np. obiad, siedzenie przy komputerze, czytanie książki), od razu wskakuje na kolana i towarzyszy swoim pancikom... . Wtedy czas staje w miejscu... jest przeszczęśliwy.

Puszek w przeciwieństwie do innych kotów, nie ma swojego "nocnego" kociego życia... on w nocy śpi. Powiem jeszcze lepiej... o określonej godzinie (konkretnie ok. 21:30-22:00) zmusza nas (o zgrozo!) miauczeniem, że już czas iść spać (!). Chodzi wokół łóżka i miauczy, ugniata kołdrę i czeka... . Budzi się tak jak my - rano. Czasami tylko odchodzi od "rutyny" i miauczy w nocy, zazwyczaj wtedy gdy zobaczy za oknem jakiegoś innego kota... .

Jego miłością są pudełka... wszystkie kartonowe pudełka, w których można się schować... .

***

Wczoraj miał traumatyczną wizytę u weterynarza... Tak straszną i dla niego i dla nas, że postanowiłam o tym napisać.

Ostatnio bardzo często się przeziębiał. Nic dziwnego... w domu jest ciepło, wygrzewał się na kaloryferach, a potem miauczał, że chce iść na balkon... a tam mróz. I biedaczyna się załatwił... .

Miał lekki, wręcz minimalny stan podgorączkowy. Troszkę powiększone węzły chłonne i kaszel. Zazwyczaj sam dochodził do siebie po jakimś czasie, ale stwierdziliśmy, że takie samoistne "leczenie" może w końcu źle się skończyć. Pojechaliśmy więc do weterynarza... .

Bał się panicznie mimo, iż to nie była jego pierwsza wizyta u weterynarza. Nie chciał zejść na stół. Pani weterynarz była bardzo szorstka, nie miała w ogóle podejścia do zwierząt... . Wręcz denerwowało ją, że kot ze strachu tulił się do mnie i że tak długo go uspokajam. Ona chciała załatwić "sprawę" szybko i niestety taśmowo... . Nie dawała mi go potrzymać, wszystko chciała robić sama. A przecież wiadomo, że kot boi się obcych i bezpieczniej czuje się gdy właściciel go trzyma. Po zastrzyku i czyszczeniu uszu (przy okazji) kot tak się zestresował, że dostał ataku duszności.... . Zrobił się cały siny... język stał się niebieski...... leżał i dyszał na stole..... . Mąż już wiedział, że trzeba szybko wyjść z lecznicy, bo to wszystko spowodował stres. Kotek dusił się ze strachu przed tą okropną babą... . Ta go jednak pod tlen dała. I to nie pomogło. Było coraz gorzej. Myślałam, że go stracę... . Przyszłam z nim, z lekkim przeziębieniem.... a tu takie coś.

Zabraliśmy kota do samochodu... i co? Uspokoił się po 10 minutach... . W domu już całkowicie doszedł do siebie... . Całą noc go przytulałam. Dziś jest radosny i nic mu nie jest... . Dziękuję Bogu, że przeżył... . Jeszcze kilka chwil dłużej byśmy tam posiedzieli i chyba by zszedł... . Wniosek - uciekać od weterynarzy, którzy odpychają właściciela i chcą wszystko samemu robić bez Twojej (aktywnej!) obecności przy pupilu.

Tagi: kot puszek
08:51, oczy.boga , 6-Prywatne
Link Dodaj komentarz »

Wpis z 23 września 2011

 

Tutaj jest chyba najlepszy artykuł, jaki znalazłam. Jest w nim najwięcej informacji. Polecam.

Uroczystości związane z przybyciem dzwonu do archikatedry i jego chrztem były wzorowane na tych, jakie odbyły się 100 lat wcześniej. "Serce Łodzi", o średnicy 1,6 m i wadze ok. 2,5 tony, wyruszyło do katedry z ul. Piotrkowskiej 217, gdzie kiedyś mieściła się fabryka J. Johna, w której odlano skradzionego później "Zygmunta". Dzwon, w asyście konnego oddziału straży miejskiej, jechał na wozie ciągniętym przez sześć koni.

Chrzest "Serca Łodzi" odbył się przy polowym ołtarzu przed katedrą, gdzie później celebrowana była msza św. Chrzest był jednak nieco inny niż ten sprzed stu lat. "Zygmunt" był bowiem namaszczony olejem krzyżma, zgodnie z obowiązującą wówczas przedsoborową liturgią. W niedzielę arcybiskup metropolita łódzki Władysław Ziółek tylko poświęcił "Serce Łodzi".

"Dzwony mają ścisły związek z życiem ludu Bożego. Ich dźwięk odmierza czas modlitwy, gromadzi lud na sprawowanie czynności liturgicznych, przypomina ważne wydarzenia, które przejmują radością lub bólem miasto, parafię i poszczególnych wiernych. Niech pobożny udział w dzisiejszym obrzędzie uwrażliwi nas na dźwięk dzwonu. Ilekroć go usłyszymy pamiętajmy, że jesteśmy jedną rodziną, która powinna się gromadzić na znak swojego zjednoczenia w Chrystusie" - powiedział Ziółek.

Chrzestnymi "Serca Łodzi" byli przedstawiciele czterech największych łódzkich wyznań: rzymskokatolickiego, ewangelicko-augsburskiego, prawosławnego i judaistycznego.

Proboszcz parafii archikatedralnej ks. prałat Ireneusz Kulesza zachęcał uczestników uroczystości do tego, by uważnie przyjrzeli się "Sercu Łodzi", które "ma płaszcz, zdobiony symbolami i historią".

"Jak przed stu laty jest wizerunek Matki Bożej z orłem na piersiach. Ten znak był symbolem nadziei na odzyskanie wolności w okresie zaborów. Krzyż, kotwica i serce to wiara, nadzieja i miłość. Jest herb miasta. Znajdziemy na nim dziś również wizerunek św. Faustyny - patronki miasta. Jest też herb województwa łódzkiego, herb ojca św. Jana Pawła II, a także herb archidiecezji i arcybiskupa metropolity łódzkiego" - mówił Kulesza.

W górnym otoku dzwonu widnieje napis: "Byt swój zawdzięczam mieszkańcom Łodzi. Istnieniem swym upamiętniam 100. rocznicę fundacji mojego poprzednika. W roku beatyfikacji papieża Jana Pawła II". Całość dzwonu oplata wołanie: "Głosem swym błagam Jezu ufam Tobie".

Dzwon katedralny, zwany łódzkim "Zygmuntem", był przed wojną symbolem miasta, darem łodzian z 1911 roku. Był wówczas drugim co do wielkości dzwonem w Polsce. W jego uroczystym poświęceniu uczestniczyło ok. 60 tys. osób.

Podczas I wojny światowej niemieccy okupanci w 1918 roku chcieli go zarekwirować i przetopić. Wówczas łodzianie przyszli na plac kościelny w jego obronie. Okupowali plac i dzwonnicę przez kilka dni i nocy, dopóki Niemcy nie zrezygnowali; zażądali jednak okupu w postaci metali równych wagą "Zygmuntowi". Łodzianie złożyli mosiądz, cynk, cynę, miedź i ołów o łącznej wadze przekraczającej o 400 kg wagę dzwonu.

Ocalony w I wojnie światowej "Zygmunt" padł jednak ofiarą Niemców podczas II wojny światowej i prawdopodobnie został przetopiony na potrzeby wojska.

Pomysł przywrócenia łódzkiej archikatedrze zrabowanego dzwonu narodził się kilka lat temu. W Łodzi ruszyła społeczna zbiórka funduszy na jego odtworzenie. Pieniądze zbierane były m.in. w największych centrach handlowych. Organizatorzy akcji zorganizowali wśród łodzian dyskusję na temat nazwy nowego dzwonu. Wybrano "Serce Łodzi".

Dzwon został odlany w pracowni ludwisarskiej Helsztyńskich na Śląsku.

(źródło: http://www.gosc.pl/doc/945861.Zabrzmi-Serce-Lodzi)

 

Jak dla mnie jest to niezwykły dzwon. Jego pierwsza nazwa to "Zygmunt" jak Dzwon "Zygmunta" z katedry wawelskiej. I to, że w tamtych czasach był drugim co do wielkości dzwonem po "Zygmuncie" z Krakowa. Obecnie największym dzwonem w Polsce jest Dzwon "Maryja Bogurodzica" z Bazyliki Matki Boskiej Licheńskiej w Licheniu.

Wpis z 23 września 2011

 

A wszystko zaczęło się od Łodzi......

,,Godzina już zaczęła szarzeć, ludzi było mało w katedrze,
nie zwracając uwagi na nic, co się wokoło dzieje, padłam krzyżem przed
Najświętszym Sakramentem i prosiłam Pana, aby raczył mi dać poznać,
co mam czynić dalej...Wtem usłyszałam te słowa: 
Jedź natychmiast do Warszawy, tam wstąpisz do klasztoru."

(św. s Faustyna Kowalska Dz.9, 10)

 

Po raz kolejny (zainicjowana przez miasto Łódź) odbędzie się "Koronka na ulicach miast świata" - 28 września 2011 o 15:00

oddając się całkowicie Bożemu Miłosierdziu wołają: Jezu, ufam Tobie!
Od czterech lat, tego samego dnia i o tej samej porze stajemy na rogach ulic zatłoczonych miast, uśpionych miasteczek i wiejskich rozdrożach, aby prosić Boga o miłosierdzie dla nas i całego świata.
Nazwaliśmy tę akcję apostolską: „Koronka do Bożego Miłosierdzia na ulicach świata”.
Tego dnia wielu pokornie staje na chodniku, skrzyżowaniu ulic, by samotnie,
w parze lub w małej grupie odmawiać tę świętą modlitwę.

(źródło i Zapisy: http://www.iskra.info.pl/)

Wpis z 23 września 2011

 

18 września 2011 roku o 21:37 byłam tam... przy Katedrze łódzkiej, przy samym dzwonie. Słyszałam jego dźwięk, patrzyłam jak dzwoni... wzruszyłam się.

W 100 rocznicę powstania dzwonu Łodzi "Zygmunt" - zabrzmiał jego następca "Serce Łodzi".

"Historia dzwonu sięga 1911 roku kiedy to został kupiony przez mieszkańców Łodzi na zwieńczenie dzieła budowy kościoła pod wezwaniem św. Stanisława Kostki. 25 czerwca 1911 r. Zygmunt – bo takie otrzymał imię – został ochrzczony.

Podczas I wojny światowej, kiedy Niemcy chcieli skonfiskować dzwon, łodzianie stanęli za nim murem: trzymali przy nim straż, a na jego wykupienie zebrali 400 kg więcej metali niż ważył.
Podczas II wojny światowej, gdy okupanci rekwirowali dzwony spiżowe, w obronie Zygmunta stanął ówczesny proboszcz. Niestety, świątynię zamknięto i urządzono w niej magazyny wojskowe, Zygmunt zaś został potajemnie wywieziony i ślad po nim zaginął.
Ks. Ireneusz Kulesza, obecny proboszcz katedry, po latach znów doprowadził do powrotu dzwonu. Łodzianie zebrali potrzebne na niego fundusze – ponad 400 tys. zł. Został odlany w ludwisarni pod Gliwicami. Wczoraj dzwon, dla którego mieszkańcy wybrali nazwę Serce Łodzi, w uroczystym orszaku konnym, niczym sto lat temu, został przetransportowany przed katedrę. Na tymczasowej dzwonnicy będzie się znajdował do czerwca przyszłego roku. O godz. 21.37 dzwon zabił po raz pierwszy" (http://www.fakt.pl/Serce-lodzi-znow-zabilo,artykuly,115224,1.html 19 września 2011)

"Serce Łodzi" ożywili patroni honorowi, członkowie komitetu przywrócenia dzwonu i świadkowie poświęcenia. Cztery liny, które rozhuśtały dzwon, pociągane były także przez tych łodzian, którzy stali najbliżej konstrukcji z dzwonem. Dokładnie w godzinie śmierci Jana Pawła II "Serce Łodzi" uderzyło mocnym, głębokim dźwiękiem cis. Głos katedralnego dzwonu brzmiał przez pięć minut, budząc także do życia dzwony z innych łódzkich parafii. „Serce Łodzi” waży 2,5 tony, ma wysokość 1,6 m i szerokość u podstawy 1,68 m. Do czerwca 2012 roku będzie wisieć na tymczasowej dzwonnicy. Na wieży katedralnej zostanie zamontowany z okazji 25 rocznicy wizyty Jana Pawła II w Łodzi. Dopiero wtedy będzie też można regularnie słuchać głosu dzwonu. (http://www.katedra.lodz.pl/news,cae8a9eedbca146bfa6b2515b46fe6e8,%22Serce+%A3odzi%22+-+podsumowanie.html)

SERCE ŁODZI

Wpis z 31 sierpnia 2011

 

Co ja bym bez Niej zrobiła... w smutku i oschłości, znów sięgam po dzienniczek św. Faustyny i czytam... i znów przychodzi ochłoda dla duszy, cisza, spokój, ukojenie... . Co ja bym bez Boga zrobiła... nic. On wszystko daje i zabiera. W jednej sekundzie może zasłonić mi oczy, zabrać wszystko i tak uczyć, że sama z siebie nic uczynić nie mogę. Uczyć, abym jeszcze bardziej pragnęła być przy Nim. Sama bez Boga nawet z żalu wyjść nie mogę. On daje ukojenie duszy... . Od Niego wszystko zależy. 

Jak ciężko być stałym w Bogu. W każdym cierpieniu być jednakowo pokornym i oddanym Bogu. Po ludzku to niemożliwe... ale liczą się intencje. Starania aby się zmieniać i być lepszym, nawet jeśli to ostatecznie nie wychodzi - starać się. Człowiekowi nigdy nie uda się ogarnąć Miłości Boga, Jego Miłosierdzia i wielkiej cierpliwości do nas. Tego się pojąć nie da... . Jednak tym bardziej Go kocham i mam w sercu bojaźń przed tak Wielkim i niepojętym Majestatem. Tyle ile potrafię, tyle Go kocham i staram się pojąć.

Św. Faustyna. Ze wszystkich świętych to Ona jest najbliższa memu sercu. Polecam przeczytać Jej "Dzienniczek", to prawdziwa uczta dla duszy i lekcja nieugiętej, głębokiej i prawdziwie czystej wiary.