| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            


------------------------------
O BLOGU:

Blog poświęcony Bogu. Modlitwa. Przemyślenia duchowe. Zwykła codzienność, prześwietlona promieniami Miłosierdzia Bożego. Opowieść o życiu z Bogiem, oczami zwykłej mężatki. Zapraszam!

Nie wyrażam zgody na wykorzystywanie, oraz kopiowanie zdjęć z mojego bloga.

Blog istnieje od 28.02.2012r
Licznik odwiedzin:

Goście on-line:

------------------------------

KSIĄŻKI - POLECAM DO PRZECZYTANIA:

"DZIENNICZEK"
Św. s. M. Faustyna Kowalska

"O NAŚLADOWANIU CHRYSTUSA"
Tomasz a' Kempis

"MAMO, TO MOJE ŻYCIE"
H. Cloud, J. Townsend

"WIELORYB NIE MOŻE LATAĆ"
Max Lucado


------------------------------









------------------------------
WYSZUKIWARKA

poniedziałek, 03 września 2012

Wczoraj w łódzkiej Archikatedrze odbyła się dziękczynna msza św., na której dotychczasowy abp metropolita łódzki Władysław Ziółek dziękował Bogu za swoją posługę. Nowym arcybiskupem metropolitą łódzkim będzie bp Marek Jędraszewski, biskup pomocniczy z archidiecezji poznańskiej.

(Abp Władysław Ziółek)

Abp Władysław Ziółek biskupem pomocniczym został 12 marca 1980 r. decyzją papieża Jana Pawła II. Biskupem diecezjalnym został mianowany 24 stycznia 1986 r. Diecezję łódzką objął kanonicznie 25 stycznia 1986 r., ingres do katedry łódzkiej odbył 22 lutego 1986 r. Po utworzeniu 25 marca 1992 r. archidiecezji, bezpośrednio podległej Stolicy Świętej został mianowany arcybiskupem archidiecezji łódzkiej. Natomiast po utworzeniu 25 marca 2004 r. prowincji kościelnej złożonej z archidiecezji łódzkiej i diecezji łowickiej został mianowany arcybiskupem metropolitą łódzkim. W związku z osiągnięciem wieku emerytalnego złożył w 2010 r. rezygnację, którą papież Benedykt XVI przyjął dwa lata później. 11 lipca 2012 r. Ojciec Święty mianował nowym metropolitą łódzkim biskupa Marka Jędraszewskiego. Jego ingres odbędzie się 8 września o godz. 11.00 w bazylice archikatedralnej w Łodzi.

(źródło: kliknij Autorzy: Aleksandra Łacwik, Łukasz Głowacki)

(bp Marek Jędraszewski)

Uroczystość rozpocznie procesja z pałacu biskupiego do łódzkiej archikatedry. Następnie odbędzie się kanoniczne objęcie rządów w archidiecezji łódzkiej przez arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, czyli odczytanie bulli nominacyjnej, a później pokazanie jej i stwierdzenie autentyczności - co będzie należało do kolegium konsultorów (w archidiecezji łódzkiej urząd ten pełni obecnie 10 kapłanów). "Na początku mszy świętej bullę nominacyjną odczyta nuncjusz apostolski, abp Celestino Migliore. Członkowie kolegium konsultorów zasiadać będą wówczas w pierwszych ławkach bazyliki archikatedralnej. Z tej ceremonii sporządzi odpowiedni protokół ks. Andrzej Dąbrowski - kanclerz kurii metropolitalnej łódzkiej. Zostanie od podpisany przez abpa Władysława Ziółka - administratora apostolskiego archidiecezji łódzkiej, abpa Marka Jędraszewskiego - od tego momentu już metropolity łódzkiego oraz 10 członków kolegium konsultorów. I to jest moment kanonicznego objęcia rządów. Ta część prawna kontynuowana będzie liturgią mszy świętej" - tłumaczy ks. Zbigniew Tracz. Przekazaniu władzy będą towarzyszyć też symbole, jak przekazanie nowemu arcybiskupowi pastorału, wprowadzenie go na katedrę - zwaną potocznie tronem biskupem." Po objęciu katedry, Kościół łódzki uzna swojego nowego pasterza za prawowitego rządcę przez złożenie mu homagium (czyli hołdu symbolizującego oddanie się władzy). Złożą je biskupi pomocniczy, przedstawiciele prezbiterów i diakonów Kościoła łódzkiego oraz osób konsekrowanych i wiernych świeckich" - dodaje ks. Tracz. Oprócz pastorału nawy łódzki arcybiskup otrzyma też inne symbole władzy: krzyż pektoralny i pierścień biskupi. Podczas ingresu wierni wysłuchają też po raz pierwszy słowa pasterskiego abpa Marka Jędraszewski. "Nie możemy się spodziewać, że będzie to expos, na wzór polityków czy kogoś kto wygłasza expos w parlamencie, bo inny jest charakter rządów biskupa diecezjalnego" - tłumaczy ks. Tracz. Na zakończenie liturgii nowy arcybiskup metropolita uroczyście pobłogosławi wszystkich wiernych. Cała uroczystość ma trwać około 2 i pół godziny.

Nuncjusz apostolski, abp Celestino Migliore, kardynał Józef Glemp, abp Stanisław Gądecki czy abp Wojciech Ziemba - to tylko niektórzy z biskupów i kardynałów, mających uczestniczyć 8 września w ingresie abpa Marka Jędraszewskiego, nowego metropolity łódzkiego. Łódzka kuria spodziewa się też tysięcy wiernych zarówno z archidiecezji łódzkiej, jak i poznańskiej. Uroczystość rozpocznie się w bazylice archikatedralnej o godz. 11.00.

(źródło: kliknij Autor: Łukasz Głowacki)



sobota, 01 września 2012

Po raz kolejny (zainicjowana przez miasto Łódź) odbędzie się "Koronka na ulicach miast świata" - 28 września 2012 o 15:00

oddając się całkowicie Bożemu Miłosierdziu wołają: Jezu, ufam Tobie!
Od pięciu lat, tego samego dnia i o tej samej porze stajemy na rogach ulic zatłoczonych miast, uśpionych miasteczek i wiejskich rozdrożach, aby prosić Boga o miłosierdzie dla nas i całego świata.
Nazwaliśmy tę akcję apostolską: „Koronka do Bożego Miłosierdzia na ulicach świata”.
Tego dnia wielu pokornie staje na chodniku, skrzyżowaniu ulic, by samotnie,
w parze lub w małej grupie odmawiać tę świętą modlitwę.

(źródło i Zapisy: http://www.iskra.info.pl/)



środa, 01 sierpnia 2012

18 lipca pisałam o kobietach łatwych i prawdziwych damach oraz o tym co próbują wmówić nam koncerny kosmetyczne... . Oto ciąg dalszy moich przemyśleń...

 

Co na to wszystko mężczyźni???

Oto kilka wypowiedzi z pewnego forum:


Czy wolicie gdy dziewczyna sie maluje czy wolicie gdy jest sobą...
JA osobiscie nie lubie gdy dziewczyna laduje na siebie 1kg tapety...

 

nienawidze. Na codzien mozna oczy troche pomalowac i nic wiecej. Chyba że jest jakas impreza wieksza albno cośtakiego to toleruje malowanie sie i pudrowie etc, ale z umiarem.

 

Co do makijażu to lekki nie zaszkodzi, a bardzo mocnego też nie lubie.

 

precz z makijażem! uwielbiam jak kobieta jest naturalna
niezla beke mam jak sie umaluja na jakies wystepy typu dyskoteki, apele itp , wygladaja okropnie

 

zbyt dużo tapety i ostry makijaż to wręcz nie cierpie

 

Ja nie lubie makijazu u dziewczyn. Wole jak wygladaja naturalnie i tyle

 

ja wole jak dziewczyna jest poprostu soba kilogramy makujażu i pudrów nierobia namnie i na moich kumplach wrażenia

 

Lubię, jak dziewczyna jest naturalna i nie powinna się zbytnio malować

 

A no właśnie... co poniektore dziewczyny sa takie ze sie wymaluja na nie wiadomo co byle by chlopcy zwrocili UWAGE ale jakby ktos dotknal ich twarzy to normalnie dziewczyny dostaja jakby "wścieklizny"

 

Albo malowanie oczu... Dziewczynę zaswędzi pod okiem, podrapie się i już wygląda, jakby miała limo

 

Więc po co kobiety się malują???!!! Ponieważ koncerny kosmetyczne wmówiły im, że „są tego warte” (czyli czytaj: „nie jesteś nic warta, jeśli się nie umalujesz”) lub że są „”atrakcyjne” (czytaj: „jesteś feflunem jeśli się nie umalujesz” oraz „nie dbasz o siebie, bo się nie malujesz”). Gdyby kobiety wiedziały, że prawdziwy mężczyzna śmieje się z makijażu i gardzi tym to może zastanowiły by się jak się ośmieszają.... . Makijaż ma sens na uroczystościach, ważnych spotkaniach itp. ale nie NA CO DZIEŃ. Biedni mężczyźni nie mogą się nawet dotknąć do policzka kobiety, bo popsują jej makijaż... . To dla kogo on jest? I po co jest...? Miał być dla mężczyzny... a kiedy ten już się zbliża – ona go odpycha, bo popsuje jej wizerunek... czyli co tam ona musi ukrywać, że boi się o ten „wizerunek” - boi się, że facet zobaczy jej prawdziwą twarz.

A tak w ogóle... skoro Polki są tak piękne... a Niemki brzydsze (podobno ;) ) to czemu Niemki się nie malują, a Polki tak... ?

Bądźmy prawdziwe takie, jakie jesteśmy. Ja postanowiłam sobie, że nie będę się na co dzień malować i zauważyłam, że... jestem piękniejsza :) moja skóra żyje i oddycha całą sobą. A zdrowe odżywianie podkreśla i tworzy to piękno od środka :) Nie dajmy się zwariować! Tapety sio!

środa, 18 lipca 2012

Być kobietą! Prawdziwą kobietą!

Łatwo jest być dzisiaj kobietą ...łatwą, ale trudniej jest być kobietą szlachetną - prawdziwą damą.

Dwa banalne (a jednak...) przykłady błędnego myślenia współczesnych niewiast. Zaczerpnięte z pewnych stron internetowych... .

 

1 przykład

Po opisaniu sposobu ubierania się, wykonywania makijażu, doboru biżuterii, sposobu zachowywania się nagle na samym końcu pewnej strony znalazłam takie stwierdzenie: „Mężczyznom również podobają się kobiety inteligentne”.

Pomyślałam sobie „O Boże!”, nie dość, że znalazło się to na samym końcu „hierarchii wartości” to jeszcze to słowo „również” jakby ktoś chciał powiedzieć „wystarczy, że wyglądasz sexi, ale jeśli przy okazji będziesz inteligentna to... w sumie bez różnicy. To tylko taki dodatek”.

 

2 przykład

 Tekst ze strony: „Kiedyś moja koleżanka uważała,  że jest nieatrakcyjna, nie podoba się mężczyznom i nie czuje się pożądana. Koleżanka udzieliła jej rady, żeby zmieniła swój stosunek do siebie, ponieważ jest ładną kobietą i za bardzo krytycznie się ocenia. Doradziła jej, całkowitą metamorfozę: zmianę fryzury, makijażu, dzięki czemu poczuła się pewniej. Poszły na imprezę, gdzie zobaczyła, jak wszystko się zmieniło. Już nie stała sama pod ścianą, co chwile ktoś do niej podchodził. W życiu codziennym również wiele się zmieniło, zaczęła być zauważana przez mężczyzn.„

Matko jedyna... na czym te kobiety opierają swoje poczucie wartości. Przeanalizujmy wszystko od początku... .

 Doradziła jej, całkowitą metamorfozę: zmianę fryzury, makijażu, dzięki czemu poczuła się pewniej.” - czyli nie pomogła jej dogłębnie się zmienić (duchowo, psychicznie) lecz nauczyła ją tylko, jaką maskę założyć aby wydawało jej się, że jest odmieniona. Problem jednak powróci gdy zdejmie maskę... . Nie można zmienić wnętrza oraz głębokich problemów natury psychiczno-społecznych za pomocą zmiany wyglądu... . Jeśli ta kobieta nie potrafiła czuć się dobrze z sobą bez makijażu, seksownych ubrań i modnej fryzury, to czy te zmiany pomogły jej na tyle aby mogła się tak poczuć? Czy te metamorfozy doprowadziły do uzdrowienia jej wnętrza? Nie! Nadal nie będzie umiała dobrze się czuć z sobą gdy zmyje makijaż, założy dres, a włosy napuszą się od wilgoci w powietrzu. Będzie czuła się „pewna siebie” tylko w tych maskach. To nie jest uzdrowienie.

Dalej.... „poczuła się pewnie” - wszystkie prostytutki są pewne siebie....... to nie jest sztuka być „pewną siebie”, liczy się natomiast JAKOŚĆ tej „pewności”. Być pewną siebie to nie znaczy być agresywną, wyuzdaną i poniżającą innych. Być pewną siebie to znaczy znać swoje wewnętrzne światło i rozdawać je innym. Być pewną i wierną swoim zasadom.

 (…) zaczęła być zauważana przez mężczyzn.” - bo zaczęła przypominać prostytutkę, a każdy mężczyzna ogląda się za taką.... . To raczej wstyd, a nie powód do dumy... .

 

Kobiety! Przestańcie się poniżać! Koncerty kosmetyczne i inne firmy, którym zależy na Waszym upadku nie mają pojęcia jak sprawić abyście były PIĘKNE. Oni wiedzą tylko to, co zrobić abyście były ŁATWE. Ponieważ wiedzą, że za "łatwą" obejrzy się każdy mężczyzna, a ona będzie myślała, że jest atrakcyjna, ponieważ "on się obejrzał". W ten sposób zamyka się koło kłamstwa, w którym i kobieta i mężczyzna sami nawzajem siebie oszukują. Żyją złudzeniami. Koncerny kosmetyczne oraz inne firmy mają dwa cele. 1) Sprawić aby kobieta wyglądała jak dziwka, wtedy mamy pewne, że każdy się za nią obejrzy, więc będzie myślała, że jest piękna. 2) Nie mówić kobietom prawdy lecz wmówić, że to jest "atrakcyjne" i że "są tego warte"......, a mężczyznom, że to jest "normalne" oraz "atrakcyjne".

 

Więcej na temat skromności i korzyści z niej płynących: KLIKNIJ TUTAJ

Co się stało, że Komunia Święta jest dziś przez kapłanów dawana w taki sposób, jaki widzimy co niedzielę...

czyli, na stojąco, często bez patery i w dodatku czasami przez szafarza zamiast kapłana... . O zgrozo - w niektórych krajach - Komunia podawana jest przez kobiety (!) szafarki lub jeśli już przez mężczyznę, to uczestniczą przy tym ministrantki... . Szok, a jednak.... .

Nie jestem w stanie przyjąć Komunii na stojąco..., a tym bardziej nie wyobrażam sobie aby Komunię Świętą podawała mi kobieta (!)

Coś na ten temat: KLIKNIJ TUTAJ

piątek, 08 czerwca 2012

Polecam do przeczytania... http://ks-tomasz.blog.onet.pl/DZISIEJSZY-BOG,2,ID473342006,n

lepiej bym tego nie napisała... . To taka refleksja a propos dzisiejszego dnia. Mamy oktawę Bożego Ciała, które jakby gdzieś zniknęło w tym zgiełku euro... Ale nie wszyscy... nie wszyscy szaleją... są jeszcze ludzie, którzy potrafią się na chwilę zatrzymać i ...pomyśleć. Nie mam nic do kibicowania, ale... no właśnie ale... można przesadzić.

 

A tak poza tym..... to dziś jest wspomnienie naszej wielkiej patronki Polski - św. Jadwigi. Akurat dziś... . I Akurat dziś (bo kilka dni w roku tak się dzieje) o 17:15 będzie dzwonił dzwon Zygmunta w Krakowie. Tak jakoś z tym euro to się dziwnie zbiegło...

środa, 06 czerwca 2012

Jutro Boże Ciało.

Święto Eucharystii - uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (pamiątkę ustanowienia Eucharystii obchodzimy w Wielki Czwartek, jednak Boże Ciało ustanowione zostało jako osobne święto, aby bardziej podkreślić wielkość tego daru jakim jest Komunia Święta).

polecam przeczytać: http://brewiarz.pl/czytelnia/boze_cialo.php3

piątek, 20 kwietnia 2012

Taka myśl mi dzisiaj przyszła do głowy... jak wielką władzę ma człowiek. O jakiej władzy mowa? O przebaczeniu. Kiedyś w kazaniu usłyszałam takie słowa, że:

człowiek, który nie przebacza, czyni krzywdę nie tylko swojej duszy, ale i tej osobie, której nie chce odpuścić czegoś. Brakiem przebaczenia, albo "przebaczeniem" chwilowym przyczynia się do zatwardzenia serca tej osoby.

To prawda... . Gdy pokłócimy się z kimś czujemy żal nie tylko do tej osoby, ale też do siebie, że "tacy" byliśmy. Tacy = gwałtowni, agresywni, krzykliwi itd itd itd... To wpędza nas w poczucie winy, ale i w jeszcze większą agresję wobec siebie i co za tym idzie - coraz większą niechęć do siebie. Idąc dalej tym tokiem rozumowania - czując niechęć i potępienie wobec samego siebie, zaczynamy tak podchodzić do osoby, która nas skrzywdziła.

Co jest lekarstwem? Przebaczenie... . Ale nie takie przebaczenie "no dobra już się nie gniewam, ale zapamiętam to sobie i teraz lepiej bądź grzeczny/a" lecz przebaczenie na miarę Chrystusa... całkowite odpuszczenie komuś i zapomnienie krzywdy, którą nam wyrządził. Zapomnienie w tym znaczeniu = nie rozdrapywanie po jakimś czasie. Pamiętać takie zdarzenia trzeba, ale tylko w formie "lekcji", którą Pan dopuścił na nas aby nas czegoś nauczyć, a nie w formie "karneciku", który później dowolnie wykorzystujemy aby komuś coś wypomnieć i dzięki temu być od niego "wyżej" lub móc nim w ten sposób manipulować poprzez szantaż... . To prawdziwe przebaczenie sprawia, że dajemy komuś szansę OD NOWA. Jakby zaczynał od nowej czystej kartki w zeszycie... . I wszelkie nasze uczucia wobec takiej osoby również powinny być czyste - nieskażone tamtymi emocjami z kłótni.

Jeśli ktoś nam przebaczy, ale później to rozdrapuje... lub jeśli ktoś nam przebaczy fałszywie (tylko słowami, a czynem co innego robi) nasze serce się zatwardza. Stajemy się niechętni do bycia dobrym wobec takiej dwulicowej osoby. Zamykamy się na przemianę siebie dla tej osoby. Przestajemy wierzyć, że kiedyś ta sytuacja się zmieni. I w końcu - popadamy w coraz większe potępienie i niechęć wobec siebie, oraz tej osoby... . A wystarczy szczerze przebaczyć i otrzymać takie przebaczenie.

Skąd te przemyślenia...? Dziś w radiu Niepokalanów słuchałam audycji, w której była mowa o ludziach, którym w życiu nie wyszło i mieszkali w kanałach... chodzili po śmietnikach itd. Dziś mieszkają na wynajętym i pomagają innym bezdomnym. Ale co mnie urzekło w tym wszystkim... że kobieta, o której była tam mowa, określana była jako "ordynarna, agresywna, biła ludzi, piła, paliła, miała paskudny charakter" i ......gdy dostała pomoc i wsparcie zmieniła się nie do poznania. Robi serwetki, jest ciepła i troskliwa, pomaga ludziom... . Określono ją jako "perłę", że z takiej brzydoty duchowej stała się perłą tego domu dla bezdomnych. I nikt jej nie wypomina przeszłości... ona po prostu zrozumiała coś, zmieniła się i nikt jej nie poniża za przeszłość, ani nie daje do zrozumienia, że kiedyś "kimś takim" była. Dostała niejako łaskę Nowego Życia. I stąd jej zapał do "bycia dobrą i troskliwą", bo nie jest atakowana za przeszłość... . Przebaczenie i zrozumienie ludzi uzdrowiło ją. To, że nie czuje na swoich plecach cienia przeszłości, który by jej ciążył i przypominał co dziennie, że jest "nikim", bo kiedyś była nikim..... sprawiło, że miała zapał aby się zmienić, aby być dobrą. Nie potępiasz kogoś = dajesz mu szansę na stanie się lepszym dla ciebie. Dajesz mu szansę na zmianę... .

 I tak na koniec jeszcze dopiszę.

Często słyszy się: "ale ja chciałem/am się pojednać". Prawda jest taka - gdybyś faktycznie chciał/a to byś przebaczył/a i nie robił/a "trupiej" poważnej, zagniewanej, czy innej twarzy przy spotkaniu z Twoim "wrogiem". Wielokrotnie spotyka się taką sytuację, że już chcemy coś naprawić i ta "druga" strona niby też... ale przy spotkaniu pycha bierze albo jedną, albo drugą, albo obie strony i nadąsane tylko czekają, aż wszystko samo się rozwiąże... lub aż któraś strona się "złamie", zamiast po prostu pokornie i z prostotą przyznać się do błędu (ważne!: obie strony muszą się przyznać, a nie tylko jedna), bez poniżania... . I dać sobie szansę... . Póki kimś gardzimy przy spotkaniu (bo mówić to jest zawsze łatwo o przebaczeniu, gorzej przy spotkaniu)... póty nie będzie prawdziwego pojednania. Tutaj potrzeba woli obu stron, a nie tylko jednej.

No właśnie - jak to jest? Ludzie podejmują decyzję o wspólnym życiu... po co? No właśnie po co? By nie być samotnym na starość? Bo wszyscy tak robią i nie wypada być starym/ą kawalerem/panną? Po co....?

By mieć "rodzinę"... a czym jest rodzina? Rodzina kojarzy się z dużą ilością osób... na pewno nie dwojgiem ludzi. Czy wobec tego małżeństwo bezdzietne ma szansę przetrwania?

Dlaczego wspominam o dzieciach... zauważyłam, że im dłużej nie ma dziecka w "rodzinie"... tym bardziej małżeństwo zaczyna na tym cierpieć. Nawet to "zgodne". Z biegiem lat (już tak 3 lata po ślubie np.) człowiek może nabawić się niechęci do małżonka z powodu przebytych kłótni, nieporozumień itp. Dziecko w jakiś sposób "łączy" dwoje ludzi... są sobie wtedy w szczególniejszy sposób "bliscy". Więcej się starają o "jedność". Ktoś może powiedzieć, że trzeba nauczyć się "rozmawiać" i wszystko będzie dobrze, ale czy na pewno? Czy takie życie bez "owoców" rodzicielstwa, które jest przecież piękne, może dać szczęście?

Chciałabym patrzeć jak moje dzieci rosną i wiedzieć, że przekazałam im dobre wartości. Wiedzieć, że wyrośli z nich "ludzie". To jest prawdziwe spełnienie. Nie dla towarzystwa mieć dzieci, ale aby wnieść w świat jakieś dobro. Dać światu dobrego człowieka... . Przekazać komuś cenne wartości... . To szczęście, którego nie da się porównać z innym. To coś z czego rozliczy mnie później Bóg... .

Ale to zależy od obu małżonków... .

poniedziałek, 16 kwietnia 2012
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7