------------------------------
O BLOGU:

Blog poświęcony Bogu. Modlitwa. Przemyślenia duchowe. Zwykła codzienność, prześwietlona promieniami Miłosierdzia Bożego. Opowieść o życiu z Bogiem, oczami zwykłej mężatki. Zapraszam!

Nie wyrażam zgody na wykorzystywanie, oraz kopiowanie zdjęć z mojego bloga.

Blog istnieje od 28.02.2012r
Licznik odwiedzin:

Goście on-line:

------------------------------

KONTAKT

NAPISZ DO MNIE


------------------------------

KSIĄŻKI - POLECAM DO PRZECZYTANIA:

"DZIENNICZEK"
Św. s. M. Faustyna Kowalska

"MOCNI OJCOWIE MOCNE CÓRKI"
Meg Meeker

"EWA CZUJE INACZEJ"
Jacek Pulikowski

"KROKODYL DLA UKOCHANEJ"
Jacek Pulikowski

"MIEJSCE PŁCIOWOŚCI W MIŁOŚCI"
Jacek Pulikowski

"JAK WYGRAĆ KOBIECOŚĆ. INSTRUKCJA OBSŁUGI"
Marek Dziewiecki

"JAK WYGRAĆ MACIERZYŃSTWO. INSTRUKCJA OBSŁUGI"
Jadwiga i Jacek Pulikowscy

"JAK WYGRAĆ MAŁŻEŃSTWO. INSTRUKCJA OBSŁUGI"
Mariola i Piotr Wołochowiczowie

"JAK WYGRAĆ OJCOSTWO. INSTRUKCJA OBSŁUGI"
Jacek Pulikowski

"O KOBIECOŚCI"
Jadwiga Pulikowska

"JAK BUDOWAĆ WIĘZI W RODZINIE"
Jacek Pulikowski

"OJCIEC REAKTYWACJA
Czyli jak silny facet buduje silną rodzinę
"
Jacek Pulikowski
o. Zdzisław Wojciechowski
Mariusz Tyczyński

"O NAŚLADOWANIU CHRYSTUSA"
Tomasz a' Kempis

"MAMO, TO MOJE ŻYCIE"
H. Cloud, J. Townsend

"WIELORYB NIE MOŻE LATAĆ"
Max Lucado

"POKOCHAĆ ŻYCIE"
ks. Mieczysław Maliński

"PROSTA DROGA DO ZDROWIA"
Stefania Korżawska

"ZDROWIE NA CO DZIEŃ"
Stefania Korżawska

------------------------------









------------------------------
WYSZUKIWARKA

poniedziałek, 06 listopada 2017

Obietnice... to coś więcej niż tylko słowa. To zaufanie do drugiej osoby, wiara że jej zależy, że nie zdradzi, nie zawiedzie. Bóg również dawał ludziom obietnice - Adamowi i Ewie w raju dał obietnicę zbawienia ludzkości, Mesjasza; po potopie również, dał Noemu i wszystkim ludziom obietnicę, że nie zniszczy już Ziemi potopem. Wyobraźmy sobie co by było, jak byśmy się czuli... gdyby Bóg nas zawiódł. Gdyby złamał obietnicę... ponownie zesłał potop, jeden, drugi, trzeci.... a ostatecznie nie zesłał Syna Bożego. Jak straszny byłby to Bóg.

My jesteśmy co prawda omylni, ale czy to daje nam prawo do ciągłego powtarzania tego samego błędu? Wobec siebie - niech i do śmierci to trwa, ale wobec kogoś? Trzeba wybaczać, ale czy trzeba być naiwnym i dać się w nieskończoność oszukiwać? Bo ktoś obiecał i dalej robi co robił... Ktoś, kto obiecuje i ciągle zawodzi, jest po prostu osobą, której nie zależy na tej drugiej stronie. A skoro nie zależy... to rani i krzywdzi ile wlezie, obiecując ciągle poprawę... . Co zrobić? Przed ślubem - odejść. A po ślubie? Trwać... ale już w milczeniu, bo słowa nic nie dają.

Człowiek po raz kolejny, nie wierząc w to co się dzieje, zastyga w milczeniu, przerywa pracę i po prostu cierpi. Przerywa krojenie warzyw na zupę i po prostu chce pocierpieć, popatrzeć przez okno, może zapłakać cicho. Ale... co zrobić, gdy ktoś nie daje milczeć, zaczepia z uśmiechem... jak w psychodelicznym kabarecie, albo zaczyna z agresją reagować. Ostatecznie mówiąc absurdy, że to ty niby zaczepiasz (sic!) i jesteś lekko mówiąc nie halo - bo co? bo milczę? Ostatecznie, gdy doprowadzi cię do nerwów i łez, po prostu mówi "rób swoje", wskazując na marchewki... .

Było o złamanych obietnicach, a skończyło się na oziębłości. W sumie jedno z drugim się łączy, bo normalnie myślący i "czujący" człowiek, wykazuje zainteresowanie, empatię i potrafi wczuć się w czyjś ból. Zastanawia się co złego zrobił itp. itd. Psychopata nie myśli... on działa. Niestety wyłącznie destrukcyjnie.

Poprzedni post i ten obecny są takimi moimi przemyśleniami, dotyczącymi tego co widzę i słyszę w świecie. Gdy patrzę na małżeństwa, ile tak naprawdę jest szczęśliwych i prawdziwych, ile z rozsądku lub pieniędzy, a ile z przypadku lub niewiedzy/głupoty. Takie to smutne, gdy czytam w Piśmie (1 list do Koryntian - 7,10-16):

Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan2: Żona niech nie odchodzi od swego męża! 11 Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony. 12 Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan: Jeśli któryś z braci ma żonę niewierzącą i ta chce razem z nim mieszkać, niech jej nie oddala! 13 Podobnie jeśli jakaś żona ma niewierzącego męża i ten chce razem z nią mieszkać, niech się z nim nie rozstaje! 14 Uświęca się bowiem mąż niewierzący dzięki swej żonie, podobnie jak świętość osiągnie niewierząca żona przez "brata"3. W przeciwnym wypadku dzieci wasze byłyby nieczyste, teraz zaś są święte3. 15 Lecz jeśliby strona niewierząca chciała odejść, niech odejdzie! Nie jest skrępowany ani "brat", ani "siostra" w tym wypadku4. Albowiem do życia w pokoju powołał nas Bóg. 16 A skądże zresztą możesz wiedzieć, żono, że zbawisz twego męża? Albo czy jesteś pewien, mężu, że zbawisz twoją żonę?

Dlaczego to smutne? Bo jest tam napisane "albowiem do życia w pokoju powołał nas Bóg", a wcześniej jest mowa o tym, że on niewierzącego/ej męża/żony można odejść. Czyli wynika z tego, że nie da się w pokoju żyć z niewierzącym/cą. Jak jednak w dzisiejszych czasach wygląda wierzący / niewierzący? Czy wierzący to ten, który chodzi do Kościoła w Niedzielę? Czy może coś więcej... . Sprawa niby oczywista; jednak jak wielu jest dzisiaj takich katolików, którzy odmawiają różaniec, modlą się, a jednocześnie zdradzają, niszczą i katują... . Gdzie tu logika tych ludzi, gdzie ich mądrość, serce? Czy takie małżeństwo nie jest już przesadą? Dawniej święte żony, które cierpiały przy katach mężach miały sytuację prostą - mąż jest zły, a ona się modli; on się nie nawraca, a ona cierpiąc zostaje świętą - lub - on się nawraca i oboje są święci. Nie ma tu miejsca na rozdźwięk. Jest czarne i białe. A co zrobić gdy ktoś jest niby "wierzący", ale katuje. Nawrócony powinien przynajmniej nie krzywdzić, zwłaszcza fizycznie. Dziś nie ma prawdziwej wiary... to jest po prostu apokalipsa.

sobota, 14 października 2017

Brak reakcji, czyli po prostu milczenie. Zazwyczaj kojarzy się to z błędami wychowawczymi i tematyką dzieci, jednak w tym poście chciałam napisać o braku reakcji ze strony dorosłych - w stosunku do innych dorosłych. Najbardziej mam tu na myśli żonę/męża.

Czy brak reakcji może zabić? Na pewno brak reakcji w wypadku jakiegoś zdarzenia - nagły wypadek, lub choroba. Ale to się tyczy również uczuć. Jeśli ktoś nagminnie nie reaguje, jest oziębły, obojętny... zwłaszcza kiedy ktoś płacze (z powodu tej oziębłej osoby), przekręca fakty, odbija przysłowiową piłeczkę, to jest to po prostu okrutne. Taki człowiek jest jak maszyna. Nic nie czuje, prócz złości i chęci jej wyładowania na kimś. Nigdy nie mówi "przepraszam" z własnej woli, nigdy sam pierwszy się nie odezwie, nie wyjaśni. Jedyne wyjaśnienia jakie mówi, są zawsze w tonie krytycyzmu, ataku lub ironii. Nie by się pogodzić i wyjaśnić sprawę, ale aby udowodnić swoją rację i upodlić drugą stronę.

Czy taki człowiek może być przyjacielem? Człowiek, który zachowuje się jakby był zupełnie obcy. Czy żona kogoś takiego, która czuje się jak mebel w mieszkaniu, musi to znosić? Jako katoliczka co powinna zrobić? Czy tylko cierpieć i biernie pozwalać na piekło w domu i patrzeć jak dziecko uczy się tej oziębłości? Nic nie mówić? Nie komentować, bo samo "umrze"? Nie umrze... reakcja lub brak reakcji na takie osoby nic nie daje... . To jak walić głową w beton.

Obojętność jest chyba gorsza od alkoholizmu w domu, ponieważ na to nie ma paragrafu... nikt Cię nie przyjmie do domu samotnej matki z powodu znęcania się psychicznego... bo tego nie widać, tak jak siniaka. Nikt tego nie widzi, nie zauważa... jak Cię to zabija od wewnątrz.

Jeszcze gorzej, kiedy spotyka cię to ze strony ostatniej osoby, która została ci na świecie. Kiedy masz depresję, jakiś dołek życiowy lub bytowy, nie masz rodziny ani przyjaciół, a ten ostatni człowiek okazuje się twoim katem.

środa, 04 października 2017

Jest ważna sprawa, tutaj więcej na ten temat - rozaniecdogranic.pl

Chodzi o omodlenie granic Polski w dniu 7 października 2017. Organizowane są wyjazdy do Kościołów stacyjnych na granicach naszego kraju. Wszystko w związku z wydarzeniami na świecie. Kto nie może jechać, niech się włączy w modlitwę u siebie w parafii.

Mówcie innym!

piątek, 29 września 2017

Ostatnio pisałam o odzieży katolickiej dla kobiet. Chciałabym dodać jeszcze kilka słów na ten temat.

Czy w dzisiejszych czasach, ciężko jest kupić przyzwoitą odzież katolicką? Mówię tu zwłaszcza o młodych kobietach... ponieważ starsze panie mają z tym mniejszy problem. Ja jestem osobą szczupłą i przyznam szczerze, że ciężko było mi kupić niektóre rzeczy, zwłaszcza długie spódnice (te grube i toporne ;-) są przeważnie w rozmiarach L, XL, XXL itd... ). Jednak nie jest to niemożliwe. Wystarczy cierpliwość i wolny czas. Ja kupuję używane rzeczy na allegro. Wychodzi o wiele taniej. Co mi nie pasuje lub ciężko jest kupić, poprawiam na maszynie do szycia (skracam długie rękawy do długości 3/4 "za łokieć" lub zwężam spódnicę do swojego rozmiaru - jeśli nie było mojego, a spódnica była bardzo fajna ;-) ). Jeśli nie masz maszyny, możesz iść do punktu krawieckiego i też dokonać takich "poprawek". Wszystko da się zrobić... tylko niestety potrzeba na to dużo czasu, czego młodej matce często brakuje. Szukanie na allegro bywa wyczerpujące :-/ Jednak nie poddawajmy się :)

To tyle na dziś :)

sobota, 19 sierpnia 2017
Aby przejść do wpisu, kliknij poniższy link "więcej"
środa, 23 listopada 2016

Zerwany kłos to tytuł filmu, który powstał dzięki fundacji o.Tadeusza Rydzyka. Film opowiada historię bł. Karoliny Kózkówny. Nie widziałam tego filmu, ale moim marzeniem jest aby go obejrzeć. Natomiast już teraz jestem pod wrażeniem muzyki z tego filmu! Muzyka piękna, choć troszkę przypomina mi Rubika, a Jego utwory choć ładne to jednak nie do końca lubię taki styl. Jednak słowa tej piosenki.... jakże prawdziwe i myślę, że dotyczą wielu z nas... .

"Twórcami filmu są studenci i absolwenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, a także wyrastający z niej pracownicy TV Trwam" - http://www.zerwanyklos.pl/

No i proszę... takie piękne rzeczy potrafią robić nasi, a mało kto to docenia.

 

środa, 06 kwietnia 2016

Tak jeszcze na koniec..... oto przysięga Hipokratesa (który nie był przecież Chrześcijaninem ;) a co przysięgał.... zobaczcie sami poniżej. Czy to ma jakikolwiek związek z współczesnymi lekarzami, którzy są za zabijaniem dziecka...... ?

Oryginalny tekst przysięgi Hipokratesa:

"Przysięgam na Apollina, lekarza, na Asklepiosa, Hygieę i Panaceę oraz na wszystkich bogów i boginie, biorąc ich za świadków, że wedle mej możności i zdolności będę dochowywał tej przysięgi i tego zobowiązania.
Mistrza mego w tej sztuce będę szanował na równi z rodzicami, będę się dzielił z nim swym mieniem i na żądanie zaspokajał jego potrzeby; synów jego będę uważał za swych braci i będę uczył ich swej sztuki, gdyby zapragnęli się w niej kształcić, bez wynagrodzenia i żadnego zobowiązania z ich strony; prawideł, wykładów i całej pozostałej nauki będę udzielał swym synom, synom swego mistrza oraz uczniom, wpisanym i związanym prawem lekarskim, poza tym nikomu innemu.
Będę stosował zabiegi lecznicze wedle mych możności i zdolności ku pożytkowi chorych, broniąc ich od uszczerbku i krzywdy.
Nikomu, nawet na żądanie, nie podam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie.
W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją.
Nie będę kroił, nawet cierpiącego na kamień, lecz pozostawię to mężom, którzy rzemiosło to wykonują.
Do jakiegokolwiek wejdę domu, wejdę doń dla pożytku chorych, wolny od wszelkiej chęci krzywdzenia i szkodzenia, jako też wolny od pożądań zmysłowych, tak względem niewiast jak mężczyzn, względem wolnych i niewolników.
Cokolwiek bym podczas leczenia czy poza nim w życiu ludzkim ujrzał czy usłyszał, czego nie należy rozgłaszać, będę milczał, zachowując to w tajemnicy.
Jeżeli dochowam tej przysięgi i nie złamię jej, obym osiągnął pomyślność w życiu i pełnieniu swej sztuki, ciesząc się uznaniem ludzi po wszystkie czasy; w razie jej przekroczenia i złamania niech mię los przeciwny dotknie.
"

Co na to dzisiejsi lekarze? Brak komentarza..... .

Współczesna wersja:

"Przyjmuję z szacunkiem i wdzięcznością dla moich Mistrzów nadany mi tytuł lekarza i w pełni świadomy związanych z nim obowiązków przyrzekam:
obowiązki te sumiennie wypełniać;służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu;według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując należny im szacunek;nie nadużywać ich zaufania i dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci chorego;strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić, a do kolegów lekarzy odnosić się z należną im życzliwością, nie podważając zaufania do nich, jednak postępując bezstronnie i mając na względzie dobro chorych;stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić.Przyrzekam to uroczyście!"

Do poczytania: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/F/FE/imago201202-hipokrates.html

Wczoraj słuchałam wspaniałej audycji w Radiu Maryja. Temat dotyczył matek w stanie błogosławionym, których życie jest zagrożone. Chodziło oczywiście o wyjaśnienie ostatnio nagłaśnianych tematów tzw. aborcji, czyli zabijania dzieci dla "dobra" matki, której życie jest zagrożone.

Nie słuchałam audycji od początku, ale osoby prowadzące bardzo fajnie przedstawiły ten temat. Ogólnie przeciwnicy obrońców życia zarzucają im, że jak można zabronić kobiecie zabicie własnego dziecka, jeśli jej życie jest zagrożone. Jednak sprawa wygląda inaczej niż opisują to ci przeciwnicy. Sprawa wygląda tak, że jeśli życie kobiety w stanie błogosławionym jest zagrożone, to nie jest ona pozostawiona sama sobie, ale jak najbardziej przeprowadzane są wszelkie procedury medyczne ratujące jej życie, KOSZTEM ŻYCIA DZIECKA. Czyli nie jest tak jak mówią przeciwnicy obrońców życia, że kobiecie odbiera się prawo do życia, że ma urodzić dziecko kosztem swojego życia. NIE. Kobieta ma zawsze wybór - może nie poddawać się procedurom medycznym ratującym jej życie, a może się poddać, ryzykując życie dziecka. Chodzi po prostu o to, że ustawa zabrania zabijania dziecka. Dziecku daje się szansę przeżycia do samego końca, a jeśli dziecko umrze w wyniku procedur medycznych ratujących życie matki, to będzie to śmierć naturalna. I o to chodzi w tej ustawie, że daje się szansę na przeżycie każdej ludzkiej istocie i prawo do naturalnej śmierci. 

Co do kobiet zgwałconych.... ciężko mówić, gdy się czegoś nie doświadczyło. Jednak są "okna życia" i jeśli kobieta nienawidzi tego dziecka, nie chce go wychowywać to i tak nie ma prawa do odbierania komukolwiek życia. Zawsze można oddać dziecko do "okna życia", zrzec się praw w szpitalu, oddać do adopcji.... . Dać szansę na życie.

Jest jeszcze jedna grupa kobiet, których dzieci mają wady genetyczne i jest prawie pewne, że po urodzeniu będą żyły kilka minut lub godzin/dni. Przeciwnicy obrońców życia mówią, że jak można skazywać matkę na takie psychiczne tortury, aby nosiła dziecko przez 9 miesięcy z myślą, że i tak umrze. W audycji również fajnie to opisali..... na przykładzie osób obłożnie chorych i ich rodzin - jeśli kogoś kocham to chcę być z nim jak najdłużej, wiedząc nawet, że za chwilę umrze. Matka z natury powinna chcieć być ze swoim dzieckiem, patologią jest więc kiedy chce śmierci swojego dziecka. Druga sprawa to stres poaborcyjny - czy gorszy jest stres związany z myślą, że dziecko i tak umrze, czy to że sama zabiłam swoje dziecko.......? I w jednej i w drugiej sytuacji dziecko umiera, ale tylko w tej pierwszej (śmierć naturalna) umiera godnie i matka nie ma grzechu, ani poczucia winy na resztę życia... . To właśnie przez te 9 miesięcy życia matka ma czas, aby dać dziecku miłość i aby się z nim godnie pożegnać... . Tak jak w przypadku obłożnie chorych (mój tata był obłożnie chory więc wiem co piszę... nigdy bym nie pomyślała, aby go uśmiercać...).

(dodano 7 kwietnia 2016 ) Tak jeszcze na koniec... . W dzisiejszej audycji powiedziano jeszcze o zagrożeniach jakie niesie za sobą aborcja. Pomijając oczywiste względy duchowe... że zabijać człowiek nie ma prawa. To powiedziano również o tym, jak aborcja strasznie negatywnie wpływa na późniejszą zdolność kobiety do poczęcia kolejnego dziecka oraz zdolność donoszenia ciąży. Zagrożenie wzrasta kilkakrotnie. Do tego, badania wykazują, że kolejne dzieci kobiet, które dokonały wcześniej aborcji, posiadają 4 razy więcej wad wrodzonych i są bardziej chore od dzieci, których matki nigdy nie dokonały aborcji. Wspomniano również o tym jak często dochodziło do pomyłek w badaniach prenatalnych, kiedy to omyłkowo stwierdzano chorobę dziecka. Matka dokonywała aborcji, a później okazywało się, że lekarz się pomylił i dziecko było jednak zdrowe....... . To tak na koniec... .

wtorek, 05 kwietnia 2016

Przez długi czas nic nie pisałam na tym blogu, a na pewno nic pozytywnego. Powoli nadchodzi czas zmian. Dużo ostatnio myślałam o życiu, rodzinie, duchowości i kłopotach życiowych. Doszłam do wniosku, że im więcej człowiek rozmawia z rodziną i im bardziej się rozprasza "po ludziach" szukając u nich pocieszenia lub porady, tym bardziej zostaje osamotniony, a w najgorszym wypadku źle zrozumiany, co niekiedy prowadzi nawet do ostrych nieporozumień, czy kłótni. 

Czas wziąć głęboki oddech i zacząć od nowa. Św. Faustyna pisała aby nie szukać pocieszenia u "stworzenia"=ludzi, ale tylko w Bogu szukać swojego miejsca i rozwiązania wszelkich spraw duszy, czy ciała. Czas iść za tą myślą... . 

W Święto Miłosierdzia w niedzielę rozpoczęłam Nowennę Pompejańską i już odczuwam zmiany w swoim myśleniu... choć minęły 2 dni. Nowennę odmawiam w zupełnie innej intencji, nie dotyczącej psychiki, ale widzę, że kontemplacja tajemnic różańca daje człowiekowi prawdziwe spojrzenie wgłąb własnej duszy. Widzę jak wiele jest do naprawienia, gdy je kontempluję. Jak bardzo moje życie odbiega od życia prawdziwego Chrześcijanina.... . Nic się nie zmieni nagle, ale powolnymi kroczkami do przodu. Człowiek upada, aby w końcu się podnieść. 

Starać się nie skupiać na innych, ale na sobie..., nie porównywać swojego życia do cudzego..., nie słuchać rad od ludzi, którzy nas kiedyś skrzywdzili lub mieli nas głęboko gdzieś... . Czas zacząć tak robić. 

Pierwszą twą sprawą jest twoje własne uświęcenie. Troska o uświęcenie innych ma być przepełnieniem twej ku Panu Jezusowi miłości. - św. Maksymilian M. Kolbe

Św. Maksymilian również twierdził, że najpierw trzeba zacząć od siebie. Działa to też w drugą stronę.... jak mogę słuchać rad od "stworzenia", ludzi, którzy sami nie potrafili ułożyć swojego życia. Jak może mi radzić o rodzinie ktoś, kto sam żyje w grzechu bez ślubu lub jest po rozwodzie. Ktoś kto sam ma złe relacje z rodzeństwem, rodziną, ludźmi. Jak może mi radzić o życiu i pracy ktoś, kto zarabia grzesząc i bluźniąc Bogu... . Nie ilość pieniędzy się liczy, ale to jak zostały one zdobyte... czy w uczciwy sposób, bez łamania 10 przykazań, czy może w pogardzie dla Boga i Jego przykazań. Nie można zdobywać pieniędzy na grzechu... . Rodzina i obcy ludzie są czasami najgorszym doradcą...

Tylko Bóg jest najlepszym doradcą... Boże Ty tylko mnie poprowadź, Panie mój!

środa, 28 października 2015

ישו להציל אותי
הנשמה שלי סובלת נורא
הבדידות בחיי
העצב בלבי
הריקנות בנשמה שלי
דמעות בעיניים שלי
משפחת האדישות
אין תקווה
... ישו, לעזור לי 

---

Jezu wybaw mnie
Moja dusza cierpi strasznie
samotność
smutek w moim sercu
Pustka w mojej duszy
Łzy w moich oczach
obojętność
nie ma nadziei
Jezu, pomóż mi...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7