------------------------------
O BLOGU:

Blog poświęcony Bogu. Modlitwa. Przemyślenia duchowe. Zwykła codzienność, prześwietlona promieniami Miłosierdzia Bożego. Opowieść o życiu z Bogiem, oczami zwykłej mężatki. Zapraszam!

Nie wyrażam zgody na wykorzystywanie, oraz kopiowanie zdjęć z mojego bloga.

Blog istnieje od 28.02.2012r
Licznik odwiedzin:

Goście on-line:

------------------------------

KONTAKT

NAPISZ DO MNIE


------------------------------

KSIĄŻKI - POLECAM DO PRZECZYTANIA:

"DZIENNICZEK"
Św. s. M. Faustyna Kowalska

"MOCNI OJCOWIE MOCNE CÓRKI"
Meg Meeker

"EWA CZUJE INACZEJ"
Jacek Pulikowski

"KROKODYL DLA UKOCHANEJ"
Jacek Pulikowski

"MIEJSCE PŁCIOWOŚCI W MIŁOŚCI"
Jacek Pulikowski

"JAK WYGRAĆ KOBIECOŚĆ. INSTRUKCJA OBSŁUGI"
Marek Dziewiecki

"JAK WYGRAĆ MACIERZYŃSTWO. INSTRUKCJA OBSŁUGI"
Jadwiga i Jacek Pulikowscy

"JAK WYGRAĆ MAŁŻEŃSTWO. INSTRUKCJA OBSŁUGI"
Mariola i Piotr Wołochowiczowie

"JAK WYGRAĆ OJCOSTWO. INSTRUKCJA OBSŁUGI"
Jacek Pulikowski

"O KOBIECOŚCI"
Jadwiga Pulikowska

"JAK BUDOWAĆ WIĘZI W RODZINIE"
Jacek Pulikowski

"OJCIEC REAKTYWACJA
Czyli jak silny facet buduje silną rodzinę
"
Jacek Pulikowski
o. Zdzisław Wojciechowski
Mariusz Tyczyński

"O NAŚLADOWANIU CHRYSTUSA"
Tomasz a' Kempis

"MAMO, TO MOJE ŻYCIE"
H. Cloud, J. Townsend

"WIELORYB NIE MOŻE LATAĆ"
Max Lucado

"POKOCHAĆ ŻYCIE"
ks. Mieczysław Maliński

"PROSTA DROGA DO ZDROWIA"
Stefania Korżawska

"ZDROWIE NA CO DZIEŃ"
Stefania Korżawska

------------------------------









------------------------------
WYSZUKIWARKA

środa, 06 kwietnia 2016

Tak jeszcze na koniec..... oto przysięga Hipokratesa (który nie był przecież Chrześcijaninem ;) a co przysięgał.... zobaczcie sami poniżej. Czy to ma jakikolwiek związek z współczesnymi lekarzami, którzy są za zabijaniem dziecka...... ?

Oryginalny tekst przysięgi Hipokratesa:

"Przysięgam na Apollina, lekarza, na Asklepiosa, Hygieę i Panaceę oraz na wszystkich bogów i boginie, biorąc ich za świadków, że wedle mej możności i zdolności będę dochowywał tej przysięgi i tego zobowiązania.
Mistrza mego w tej sztuce będę szanował na równi z rodzicami, będę się dzielił z nim swym mieniem i na żądanie zaspokajał jego potrzeby; synów jego będę uważał za swych braci i będę uczył ich swej sztuki, gdyby zapragnęli się w niej kształcić, bez wynagrodzenia i żadnego zobowiązania z ich strony; prawideł, wykładów i całej pozostałej nauki będę udzielał swym synom, synom swego mistrza oraz uczniom, wpisanym i związanym prawem lekarskim, poza tym nikomu innemu.
Będę stosował zabiegi lecznicze wedle mych możności i zdolności ku pożytkowi chorych, broniąc ich od uszczerbku i krzywdy.
Nikomu, nawet na żądanie, nie podam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie.
W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją.
Nie będę kroił, nawet cierpiącego na kamień, lecz pozostawię to mężom, którzy rzemiosło to wykonują.
Do jakiegokolwiek wejdę domu, wejdę doń dla pożytku chorych, wolny od wszelkiej chęci krzywdzenia i szkodzenia, jako też wolny od pożądań zmysłowych, tak względem niewiast jak mężczyzn, względem wolnych i niewolników.
Cokolwiek bym podczas leczenia czy poza nim w życiu ludzkim ujrzał czy usłyszał, czego nie należy rozgłaszać, będę milczał, zachowując to w tajemnicy.
Jeżeli dochowam tej przysięgi i nie złamię jej, obym osiągnął pomyślność w życiu i pełnieniu swej sztuki, ciesząc się uznaniem ludzi po wszystkie czasy; w razie jej przekroczenia i złamania niech mię los przeciwny dotknie.
"

Co na to dzisiejsi lekarze? Brak komentarza..... .

Współczesna wersja:

"Przyjmuję z szacunkiem i wdzięcznością dla moich Mistrzów nadany mi tytuł lekarza i w pełni świadomy związanych z nim obowiązków przyrzekam:
obowiązki te sumiennie wypełniać;służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu;według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując należny im szacunek;nie nadużywać ich zaufania i dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci chorego;strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić, a do kolegów lekarzy odnosić się z należną im życzliwością, nie podważając zaufania do nich, jednak postępując bezstronnie i mając na względzie dobro chorych;stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić.Przyrzekam to uroczyście!"

Do poczytania: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/F/FE/imago201202-hipokrates.html

Wczoraj słuchałam wspaniałej audycji w Radiu Maryja. Temat dotyczył matek w stanie błogosławionym, których życie jest zagrożone. Chodziło oczywiście o wyjaśnienie ostatnio nagłaśnianych tematów tzw. aborcji, czyli zabijania dzieci dla "dobra" matki, której życie jest zagrożone.

Nie słuchałam audycji od początku, ale osoby prowadzące bardzo fajnie przedstawiły ten temat. Ogólnie przeciwnicy obrońców życia zarzucają im, że jak można zabronić kobiecie zabicie własnego dziecka, jeśli jej życie jest zagrożone. Jednak sprawa wygląda inaczej niż opisują to ci przeciwnicy. Sprawa wygląda tak, że jeśli życie kobiety w stanie błogosławionym jest zagrożone, to nie jest ona pozostawiona sama sobie, ale jak najbardziej przeprowadzane są wszelkie procedury medyczne ratujące jej życie, KOSZTEM ŻYCIA DZIECKA. Czyli nie jest tak jak mówią przeciwnicy obrońców życia, że kobiecie odbiera się prawo do życia, że ma urodzić dziecko kosztem swojego życia. NIE. Kobieta ma zawsze wybór - może nie poddawać się procedurom medycznym ratującym jej życie, a może się poddać, ryzykując życie dziecka. Chodzi po prostu o to, że ustawa zabrania zabijania dziecka. Dziecku daje się szansę przeżycia do samego końca, a jeśli dziecko umrze w wyniku procedur medycznych ratujących życie matki, to będzie to śmierć naturalna. I o to chodzi w tej ustawie, że daje się szansę na przeżycie każdej ludzkiej istocie i prawo do naturalnej śmierci. 

Co do kobiet zgwałconych.... ciężko mówić, gdy się czegoś nie doświadczyło. Jednak są "okna życia" i jeśli kobieta nienawidzi tego dziecka, nie chce go wychowywać to i tak nie ma prawa do odbierania komukolwiek życia. Zawsze można oddać dziecko do "okna życia", zrzec się praw w szpitalu, oddać do adopcji.... . Dać szansę na życie.

Jest jeszcze jedna grupa kobiet, których dzieci mają wady genetyczne i jest prawie pewne, że po urodzeniu będą żyły kilka minut lub godzin/dni. Przeciwnicy obrońców życia mówią, że jak można skazywać matkę na takie psychiczne tortury, aby nosiła dziecko przez 9 miesięcy z myślą, że i tak umrze. W audycji również fajnie to opisali..... na przykładzie osób obłożnie chorych i ich rodzin - jeśli kogoś kocham to chcę być z nim jak najdłużej, wiedząc nawet, że za chwilę umrze. Matka z natury powinna chcieć być ze swoim dzieckiem, patologią jest więc kiedy chce śmierci swojego dziecka. Druga sprawa to stres poaborcyjny - czy gorszy jest stres związany z myślą, że dziecko i tak umrze, czy to że sama zabiłam swoje dziecko.......? I w jednej i w drugiej sytuacji dziecko umiera, ale tylko w tej pierwszej (śmierć naturalna) umiera godnie i matka nie ma grzechu, ani poczucia winy na resztę życia... . To właśnie przez te 9 miesięcy życia matka ma czas, aby dać dziecku miłość i aby się z nim godnie pożegnać... . Tak jak w przypadku obłożnie chorych (mój tata był obłożnie chory więc wiem co piszę... nigdy bym nie pomyślała, aby go uśmiercać...).

(dodano 7 kwietnia 2016 ) Tak jeszcze na koniec... . W dzisiejszej audycji powiedziano jeszcze o zagrożeniach jakie niesie za sobą aborcja. Pomijając oczywiste względy duchowe... że zabijać człowiek nie ma prawa. To powiedziano również o tym, jak aborcja strasznie negatywnie wpływa na późniejszą zdolność kobiety do poczęcia kolejnego dziecka oraz zdolność donoszenia ciąży. Zagrożenie wzrasta kilkakrotnie. Do tego, badania wykazują, że kolejne dzieci kobiet, które dokonały wcześniej aborcji, posiadają 4 razy więcej wad wrodzonych i są bardziej chore od dzieci, których matki nigdy nie dokonały aborcji. Wspomniano również o tym jak często dochodziło do pomyłek w badaniach prenatalnych, kiedy to omyłkowo stwierdzano chorobę dziecka. Matka dokonywała aborcji, a później okazywało się, że lekarz się pomylił i dziecko było jednak zdrowe....... . To tak na koniec... .

wtorek, 05 kwietnia 2016

Przez długi czas nic nie pisałam na tym blogu, a na pewno nic pozytywnego. Powoli nadchodzi czas zmian. Dużo ostatnio myślałam o życiu, rodzinie, duchowości i kłopotach życiowych. Doszłam do wniosku, że im więcej człowiek rozmawia z rodziną i im bardziej się rozprasza "po ludziach" szukając u nich pocieszenia lub porady, tym bardziej zostaje osamotniony, a w najgorszym wypadku źle zrozumiany, co niekiedy prowadzi nawet do ostrych nieporozumień, czy kłótni. 

Czas wziąć głęboki oddech i zacząć od nowa. Św. Faustyna pisała aby nie szukać pocieszenia u "stworzenia"=ludzi, ale tylko w Bogu szukać swojego miejsca i rozwiązania wszelkich spraw duszy, czy ciała. Czas iść za tą myślą... . 

W Święto Miłosierdzia w niedzielę rozpoczęłam Nowennę Pompejańską i już odczuwam zmiany w swoim myśleniu... choć minęły 2 dni. Nowennę odmawiam w zupełnie innej intencji, nie dotyczącej psychiki, ale widzę, że kontemplacja tajemnic różańca daje człowiekowi prawdziwe spojrzenie wgłąb własnej duszy. Widzę jak wiele jest do naprawienia, gdy je kontempluję. Jak bardzo moje życie odbiega od życia prawdziwego Chrześcijanina.... . Nic się nie zmieni nagle, ale powolnymi kroczkami do przodu. Człowiek upada, aby w końcu się podnieść. 

Starać się nie skupiać na innych, ale na sobie..., nie porównywać swojego życia do cudzego..., nie słuchać rad od ludzi, którzy nas kiedyś skrzywdzili lub mieli nas głęboko gdzieś... . Czas zacząć tak robić. 

Pierwszą twą sprawą jest twoje własne uświęcenie. Troska o uświęcenie innych ma być przepełnieniem twej ku Panu Jezusowi miłości. - św. Maksymilian M. Kolbe

Św. Maksymilian również twierdził, że najpierw trzeba zacząć od siebie. Działa to też w drugą stronę.... jak mogę słuchać rad od "stworzenia", ludzi, którzy sami nie potrafili ułożyć swojego życia. Jak może mi radzić o rodzinie ktoś, kto sam żyje w grzechu bez ślubu lub jest po rozwodzie. Ktoś kto sam ma złe relacje z rodzeństwem, rodziną, ludźmi. Jak może mi radzić o życiu i pracy ktoś, kto zarabia grzesząc i bluźniąc Bogu... . Nie ilość pieniędzy się liczy, ale to jak zostały one zdobyte... czy w uczciwy sposób, bez łamania 10 przykazań, czy może w pogardzie dla Boga i Jego przykazań. Nie można zdobywać pieniędzy na grzechu... . Rodzina i obcy ludzie są czasami najgorszym doradcą...

Tylko Bóg jest najlepszym doradcą... Boże Ty tylko mnie poprowadź, Panie mój!

środa, 28 października 2015

ישו להציל אותי
הנשמה שלי סובלת נורא
הבדידות בחיי
העצב בלבי
הריקנות בנשמה שלי
דמעות בעיניים שלי
משפחת האדישות
אין תקווה
... ישו, לעזור לי 

---

Jezu wybaw mnie
Moja dusza cierpi strasznie
samotność
smutek w moim sercu
Pustka w mojej duszy
Łzy w moich oczach
obojętność
nie ma nadziei
Jezu, pomóż mi...

poniedziałek, 20 lipca 2015

Przeraziło mnie to co ostatnio przeczytałam tutaj - (klik)

Mam wrażenie, że od dawna mamy III wojnę światową, tylko ta jest niewidzialna gołym okiem :-|
Tak jak Niemcy robili z ludzi mydło, tak teraz - z nienarodzonych dzieci, z aborcji, robi się kremy, kosmetyki, różne dziwne rzeczy...... !!!
Jak jest napisane w artykule - sprawa dotyczy USA, ale to tylko kwestia czasu... poza tym co za "problem" kupić coś z USA i tutaj rozprowadzić..... . Bestialstwo! Jak można zabijać dzieci! I wykorzystywać Je do takich celów! To koniec świata..... .

Pozdrowienia dla zwolenników in vitro (gdzie tylko jedno dziecko ma szansę, a reszta jak się nie "uda" ginie i jest sprzedawana na Zachód) i dla zwolenników aborcji..... - nadal uważacie, że jesteście po "dobrej" stronie?

Jak to napisał Ronald Reagan: "Zauważyłem, że wszyscy którzy popierają aborcję zdążyli się już urodzić"

Pozdrawiam!

poniedziałek, 06 lipca 2015

Zniechęcenie - oj tak, dobrze je znam..., zwłaszcza od czasu narodzin naszego synka, zniechęcenie dopada mnie bardzo często. Jak człowiek jest fizycznie przemęczony do granic możliwości, nie ma pomocy ze str. rodziny i w dodatku dopadła go susza duchowa, nie uczęszcza do Kościoła tak jak kiedyś, nie modli się tak jak kiedyś, nie ma czasu tak jak kiedyś... to zniechęcenie przychodzi samo. Staram się radzić z moimi ułomnościami, jednak brak modlitwy i susza jest śmiercią dla duszy. Czekam, aż "coś" się we mnie obudzi... .

Pamiętam jak dziś - te dni, w których wszystko było zachwytem. Zachwytem nad Bogiem obecnym w codzienności, w szumie drzew, blasku słońca, w zapachu wiatru o poranku. Każdy liść, kamień, słowo, spojrzenie, czy gest, miały swój sens, cel istnienia i przekaz. Nic nie istniało bez powodu i wyższego celu. Tak było kiedyś... . Susza jest po to aby nie popaść w pychę. Jednak... czy susza trwająca kilka lat nie wypali duszy? Nie wysuszy w niej tamtego spojrzenia? A może tamto spojrzenie przeminęło i teraz czas na nowe, lepsze, głębsze...? Może za bardzo chcę przywrócić coś, co minęło i nie jest już na ten czas dla duszy pożytkiem... . Ciężko tak myśleć po "Bożemu", głęboko, kiedy w sercu, duszy i umyśle taka pustynia...... . 

Znalazłam jednak artykuł o pewnej błogosławionej, która mówi o zniechęceniu, jak sobie z tym radzić. Choć samej mi ciężko, to polecam przeczytać Jej wskazówki na zniechęcenie. WARTO. Nie jest to łatwe... ale warto.... . Dopóki walczymy - nie jesteśmy jeszcze przegrani. Nasze życie ma sens. Z resztą każde życie ma sens.

Kilka zdań ze strony: 

(...)Po pierwsze, według bł. Elżbiety w życiu nie ma przeszkód, a wszelkiego rodzaju trudności stają się środkiem do wzrostu w wolności, do umocnienia własnej osobowości, do dojrzewania w drodze do Boga. A zatem każda mogąca nas powalić z nóg kłoda to sposobność do rozwoju.(...)

(...)Kolejny atak nastąpił 13 maja i od tego czasu czuła się już tylko gorzej – w ostatnich miesiącach oprócz odrobiny mleka (szklanka wystarczała jej „za cztery posiłki”) dawano jej possać kawałek czekolady i odrobinę cukru, a sama łyżeczka rosołu wywoływała ogromne bóle i wymioty. Napisze sama: "Widzisz, że badam swój żołądek i robię wszystko, co mogę, żeby nie pozwolić mu umrzeć z głodu, a czynię to z miłości do Pana Boga. Kochana mamusiu, wszystko polega na intencji, bo dzięki niej możemy ofiarowywać najmniejsze nawet rzeczy, przemieniać najzwyklejsze nawet akty życia na akty boskie! Dusza, która żyje zjednoczona z Bogiem, wykonuje tylko czyny nadprzyrodzone, a najbardziej pospolite czynności, zamiast ją od Niego oddzielać, wprost przeciwnie, coraz bardziej zbliżają ją do Niego."(...)

(...)sama nauczona doświadczeniem mówi nam, że największą pułapką w naszym życiu jest zniechęcenie, postawa, która wyraża się w słowach: nie warto, a po co, a co ja z tego będę miał, nie opłaci się, brakuje mi sił…(...)

Zmarła mając 26 lat. Więcej tutaj: link do strony o bł. Elżbiecie od Trójcy św. Karmelitance - http://dumanie.pl/zachwyt-codziennoscia-jako-lekarstwo-na-zniechecenie/

czwartek, 21 maja 2015

Wszystkich Was, którzy lubili tu zaglądać bardzo proszę o modlitwę w mojej intencji i intencji mojej rodziny. Dość długo nie pisałam, a wiąże się to z tym, że miałam dość długi czas wielkich trudności zarówno w życiu duchowym jak i tym "ziemskim". Problemy rodzinne, zdrowotne, duchowa "susza". Ciemność. Będę wdzięczna za wspomnienie mnie w Waszej modlitwie... . Niech Bóg Wam to wynagrodzi... . A mnie niech dźwignie z powrotem do "żywych i wierzących, pełnych nadziei". Bo gdzieś ugrzęzłam w jednym miejscu i samej ciężko mi się podnieść. W Chrześcijaństwie człowiek nie powinien liczyć tylko na samego siebie, ale na Boga i nie wstydzić się prosić o pomoc bliźnich. Dlatego proszę. I dziękuję.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Dzisiaj w radiu słuchałam fajnej piosenki o przyjaźni. Tak to bywa czasami z przyjaźnią, że albo trwa przez całe życie, albo się ulatnia... znika bezpowrotnie jak ślady na piasku. Chyba najtrwalsze przyjaźnie to te jeszcze ze szkoły, kiedy problemy nie przerażają drugiej osoby, ale łączą, ludzie się wspierają. W dorosłym życiu ciężko o przyjaciela... . Ciężko jest się otworzyć przed kimś, ale jeszcze ciężej, gdy ten ktoś cię zostawi po tym, jak się przed nim otworzyłeś. Pectus "Mój przyjacielu":

 

Kiedyś ktoś mówił mi
Przyjaźń to wielki dar
Każda z chwil, każda myśl
Czy ważne jest mieć czy być
Kiedyś ktoś kogo znam 
mówił chodź, nie marnuj szans
Dziś już wiem, to był błąd nie powtórzę więcej go 
Bo jeśli to przyjaźni smak, trzeba wciąż o nią dbać


A jeśli kogoś w życiu masz
To nie zostawiaj bez szans
I jeśli to przyjaźni smak 
mój przyjacielu o nią dbaj
I gdy naprawdę chcesz być z kimś
I nie żałować żadnej z chwilnia
Ta przyjaźń to nasz wielki dar 
Więc proszę Cię o nią dbaj


Zjawiasz się kiedy chcesz
miałeś być, nie ma cię
Gdy naprawdę chcesz być z kimś
Szanuj walcz zawsze z nim
Przyjaźń to wielki dar, 
Więc proszę cię o nią dbaj


A jeśli kogoś w życiu masz
To nie zostawiaj bez szans
I jeśli to przyjaźni smak 
mój przyjacielu o nią dbaj


Kiedyś ktoś zmienił twarz
W środku dnia 
Zjawił się na moment
Nie wiem skąd, zwykły ktoś 
Mówił chodź i podaj rękę razem
Dobrze wiesz, to był błąd 
Zwykły ktoś, kto nie zatrzyma biegu rzeki w nas
Łez i dni i tych chwil
A Ty...

A jeśli kogoś w życiu masz
To nie zostawiaj bez szans
I jeśli to przyjaźni smak 
mój przyjacielu o nią dbaj
I gdy naprawdę chcesz być z kimś
I nie żałować żadnej z chwil
Ta przyjaźń to nasz wielki dar
Wiec proszę Cię o nią dbaj

Bo jeśli to przyjaźni smak 
Proszę Cię o nią dbaj.. o nią dbaj..

środa, 02 kwietnia 2014

Minęło wiele miesięcy od mojego ostatniego wpisu....... ale jestem. :)

Postanowiłam nadrobić "pustki" mojego bloga, a tematów troszkę mi się uzbierało. Niestety nie mam zbyt wiele czasu na pisanie, ponieważ od roku (prawie) mam to szczęście, że cały wolny czas poświęcam mojemu maleńkiemu synkowi. Posty więc będę pisać krótko, ale na temat ;) No może ten post będzie długi... ale następne już raczej nie ;)


Wracając więc do tematu - szczęście w rodzinie. Co jest ważne?

Bóg. Bez Niego nie ma szczęścia w rodzinie. Gdy On jest na pierwszym miejscu, wtedy wszystko jest na swoim miejscu. Rodzina oparta na Takim "filarze" jest silna. Nie ma w niej zakłamanych relacji oraz uczuć, ani zazdrości, czy nienawiści itp. 

Zasady. Rodzina bez zasad jest jak chorągiewka na wietrze. Wiatr (ludzie) robi z nią co zechce. Zwraca się w tym kierunku, w którym wieje wiatr. Nie jest stała, ani silna... . Nie ma swojego zdania, lecz płynie jak martwa ryba z "prądem" świata wmawiając sobie i innym, że wcale tak nie jest.

Uczciwość i szczerość. Wynika z pierwszego punktu.

Szacunek i zgoda. Wynika z pierwszego punktu.


Co zrobić aby nie utracić tego szczęścia?

Nigdy nie doprowadzać w rodzinie do sytuacji utraty zaufania. Jeśli kierujemy się zasadami, o których wcześniej wspomniałam, to nigdy do tego nie dojdzie. 

Jeśli jednak już się coś takiego stanie, że stracimy czyjeś zaufanie - albo ktoś straci nasze zaufanie to - nie być zatwardziałym i nie popadać w "skostnienie" ale jak najszybciej naprawić sytuację i WYBACZAĆ... . Bez wybaczenia i podarowania komuś drugiej szansy ciężko jest cokolwiek odbudować oraz widzieć nadal w tym kimś dobrego człowieka... .
Często jest tak, że trwamy w waśniach, bo nasza "duma" nie pozwala nam na wyciągnięcie ręki do zgody. Często jest też tak, że jeśli już chcemy się pogodzić, to ta druga strona jest uparta... . Szkoda, bo najczęściej wielkie waśnie rodzą się z malutkich nieporozumień, które gdyby na czas były ugaszone, nie spaliłyby tylu mostów... .

Pokora

Pokora jest lekarstwem na wiele chorób duszy.
Patrząc jednak na świętych, widzimy jaką wielką walkę wewnętrzną toczyli aby żyć pokorą. Pokora jest najtrudniejszą wartością do osiągnięcia. Jeśli oni toczyli takie walki, będąc najczęściej w zakonach... to jakie walki my musimy stoczyć będąc w świecie. Życie to ciągła walka. 
Na co zwrócić szczególną uwagę? Myślę, że na to... aby ta "walka" w życiu nie była walką o byt, pozycję i "wielkość" w oczach ludzi; lecz aby była raczej walką z ciemnymi stronami naszej duszy. Bo czy da nam szczęście życie, w którym będziemy bogaci ale pełni nienawiści, żalu, zgryźliwości itd...Człowiek, który twierdzi, że nauczył się już wszystkiego, nie nauczył się nic. Ponieważ nawet wielcy święci mówili, że człowiek uczy się całe życie.


Wyobraźmy sobie sytuację, w której tracimy wszystko co można by nazwać "bytem", czyli mieszkanie, dobrą pracę, itp. Nagle musimy wynajmować cudze mieszkanie, w dodatku kawalerkę i pracować na 3 zmiany za marne pieniądze. Zaczynamy chorować, bo nie starcza nam na jedzenie. Nie stać nas na ubrania, na leki, na nic. A rodzina pyta: "co u ciebie słychać?" tak dla zasady, a nie dlatego, że faktycznie ich interesujesz... . Oni zaczynają się bać, że trzeba będzie ci pomóc... a może i przygarnąć. Wtedy wychodzą na wierzch wszystkie ciemne strony nie tylko naszej duszy, ale i naszych "przyjaciół" oraz rodziny... . Wtedy dopiero widzimy kto ma jaki kamień w sercu; kto był fałszywy i teraz cieszy się z naszego niepowodzenia; kto tylko poucza, a nie wyciąga ręki; kto jest samolubny; kto jest pozbawiony uczuć...; itp... .Wtedy, w tej całej beznadziei jest jedno szczęście, które możemy mieć... - to czyste sumienie.Możemy obrać dwie drogi - albo przeklinać tych ludzi oraz życie i "ćwiczyć się" w nienawiści - albo przeprowadzić głęboki dialog wewnętrzny z sobą samym i przebaczyć im oraz na każde zranienie nie zatwardzać się lecz modlić. Ta druga droga daje nam czyste sumienie, że na zło dobrem odpowiadaliśmy. To właśnie prowadzi do radości.
Tutaj bardzo pomagają życiorysy świętych. Jak się je poczyta - zwłaszcza "Dzienniczek" św. Faustyny - wtedy łatwiej jest wprowadzić to w życie. Bo nawet św. Faustyna mówiła, że po ludzku to jest niemożliwe (aby nieprzyjaciół pokochać), ale z pomocą Boga można wszystko wytrzymać. Wtedy nasze serce pozostanie czyste, a skoro ono to i nasze sumienie.
I chyba to jest kluczem do szczęścia - mieć czyste sumienie. Choćby życie było pasmem nieszczęść, to czyste sumienie daje radość wewnętrzną i jakąś wolną "przestrzeń" w duszy, która nie ściska i nie zagnębia/ nie "gryzie" po nocach - jak to się czasami mówi, że kogoś "sumienie gryzie". 
Myślę, że człowiek, który chce być szczęśliwy musi mieć do siebie oraz innych dystans. Wiedzieć, że jest omylny. Dbać oraz "ćwiczyć w sobie" dobre cnoty, a nie dokarmiać nienawiści, zazdrości itp. choć one zawsze się pojawią, lecz jednak walczyć z nimi - samo podjęcie walki to już 50% zwycięstwa. Nie potępiać siebie i innych na całe życie. Dbać o czystość intencji, a co za tym idzie - sumienia. Oraz mieć świadomość, że mimo iż my zaczniemy się zmieniać i pracować nad sobą, nie oznacza to, że inni wokół nas również się zmienią. Czyli nie zamienić się w "guru", który zacznie pouczać innych. Żyć swoim życiem i tym "życiem" dawać świadectwo innym. A z ludźmi nieżyczliwymi nie wchodzić w dyskusje o naszym lub ich życiu... . Aby być szczęśliwym - trzeba zwrócić szczególną uwagę na ciemne strony swojego wnętrza i nim się zająć. Oraz mieć świadomość, że to nie jest jednorazowy zabieg, lecz zadanie na całe życie.

 

Takie są moje przemyślenia...

wtorek, 12 marca 2013

Dziś ok 16:30 rozpoczęło się konklawe. Niestety nie wybrano nowego papieża. Będzie więc kolejne konklawe...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6